Gen przeciętności i 3 proste kroki żeby zaprzyjaźnić się z wątpliwościami

Jak się zaprzyjaźnić z wątpliwościami?

fot. http://www.flickr.com/photos/jox1989/

Zastanawiam się czasem jakby to było wierzyć w siebie, nie mieć co do siebie żadnych wątpliwości. Abstrakcja.

Znani aktorzy, świetni sportowcy, biznesmeni – wszyscy oni wydają się mieć jakieś lepsze geny, nadzwyczajne talenty, szczęście, pewność siebie i kto wie co jeszcze. Ale to wszystko złudzenie, na szczęście.

Każdy z nas miewa wątpliwości – z różną częstotliwością, na różnych etapach życia, każdy z innym nasileniem. Dobra wiadomość jest taka, że da się z nimi zaprzyjaźnić.

Jak? Wystarczą 3 proste kroki (ta, a świstak siedzi…).

Pusta kartka

Kawiarnia, późne popołudnie. Siedzę nad pustą kartką; od godziny.

Przez głowę przemyka setki myśli, ale żadna z nich nie wydaje się być na tyle dobra, aby przelać ją na papier.

Beznadziejny jestem. Nie, serio – na prawdę do niczego. Co w ogóle każe mi myśleć, że umiem pisać? Fakt, zdarzyła się jakaś +4-ka za wypracowanie w liceum, ale kiedy to było, i jakie to ma dziś znaczenie? (ściąga podeszła?).

Dlaczego ktoś tak przeciętny miałby przekazywać wiedzę innym, tym, jakże niewdzięcznym kanałem, jakim jest słowo pisane. Kogo ja chcę oszukać?

Chwila zastanowienia – uwierzyć i zamknąć notes, czy nadal głupio się w niego wpatrywać w oczekiwaniu na przebłysk geniuszu? Ale niby skąd miałby przyjść?

Moment…coś jest –  pomysł? złota myśl? błyskotliwa sentencja? Na to akurat szanse niewielkie, ale piszę dalej; jak nie dziś to jutro, może kiedyś, w końcu na pewno.

Gorsza wersja

Wydaje nam się, że jesteśmy gorsi. Takie przekonanie nas paraliżuje, i to znacznie częściej niż powinno. Gorsi niż w rzeczywistości, gorsi od innych, niewystarczająco dobrzy. Ale to normalne. Ktoś kiedyś powiedział, że „tylko głupcy nie mają wątpliwości”.

Wielu z nas wydaje się, że ludzie, którzy osiągnęli sukces są od nas lepsi; tak po prostu – od urodzenia, genetycznie. W rzeczywistości nie wiele tu prawdy (nie licząc ponadprzeciętnych geniuszy). Ci ludzie, chociaż mogą być w pewnych aspektach bardziej utalentowani od nas (my prawdopodobnie jesteśmy w innych), wprowadzili do swojego życia przekonania, nawyki, sposoby, które złożyły się w pewną całość i pozwoliły im odnieść sukces.

Nic nie dzieję się samo z siebie.

To co odróżnia tych, którzy osiągnęli wiele, od tych, którzy wciąż tylko o tym marzą jest działanie. Ci pierwsi zdecydowali się wyruszyć w drogę, na której nie da się ustrzec błędów, gdzie będą porażki i upadki. Ci drudzy wybrali bezpieczeństwo.

Co ciekawe, i w brew temu co wielu z nas myśli, nie brakuje ludzi sukcesu, którzy cały czas mają wątpliwości pod własnym adresem. Niektórzy przyznają nawet, że czują się czasem jak oszuści –  to w bardziej ekstremalnym wydaniu, ale w wersji lajtowej, takiej codziennej, nazywam to właśnie  genem przeciętności. Bardzo powszechna przypadłość.

Nigdy nie ceniłem zbytnio „pozytywnych bohaterów” w literaturze. Oni prawie zawsze są zużyci, są kopiami kopii, aż w końcu ten model się przejada. Wolę rozterki, wątpliwości, niepewność, nie tylko dlatego, że dostarczają bardziej „produktywnego” surowego materiału literackiego, ale dlatego, że my ludzie właśnie tacy na prawdę jesteśmy.

– Jose Saramago

Rola do odegrania

Wracając do pisania. Nigdy nie pomyślałbym, że będę się tym zajmował – przecież nie jestem wystarczająco dobry. Dziś przelewam to co myślę na papier. Hemingway’em nigdy nie będę, ale czy to miałoby mnie powstrzymać? Uczę się, eksperymentuję, popełniam błędy; nie wrzucam skreślonych słów do szuflady (chociaż…to byłoby bezpieczne).

Otwieram czytnik RSS – 10 nowych postów na blogu Setha. Zaglądam do Krzyśka – świetny styl pisania: krótkie, mocne zdania, gdzie każde słowo ma znaczenie. Czytam Roberta – głębia, doświadczenie, konkretny przekaz.

Nie jestem tak produktywny i pomysłowy jak Seth; nie potrafię pisać tak swobodnie jak Krzysiek; nie mam doświadczenia Roberta. Ale czy to wszystko znaczy , że nie mam też swojej roli do odegrania? Czy to znaczy, że Ty nie masz swojej?

Przypominam sobie jak wiele razy chciałem zrezygnować. Gdy nikt nie komentował, gdy nikt nie był zainteresowany, gdy wydawało się, że to co robię nie jest wystarczająco dobre. I jest tak zawsze, gdy zajmuję się jakąkolwiek pracą twórczą.

Teraz też zdarza mi się tak myśleć. Ale tu dotykamy kwestii profesjonalizmu. Profesjonalizmu, który wyraża się siłą woli, wytrwałością i silnym przekonaniem o słuszności podejmowanych działań. To tu nie ma mowy o rezygnacji; jest za to coś innego –  mocne postanowienie stawania się lepszym.

Zaprzyjaźnić się z wątpliwościami

Nie mam recepty; w ogóle mało mam recept, dlatego staram się nie udzielać rad. Mam wrażenie, że zazwyczaj je przeceniamy, bo nawet jeśli coś działa dla jednej osoby, to nie znaczy, że zadziała dla reszty.

Ale w tym wypadku widzę 3 rzeczy, które mogą być pomocne w „oswajaniu” wewnętrznego krytyka:

  • Rozpoznaj
    Przyznaj się, że masz wątpliwości. Wypieranie tego faktu zrobi więcej złego niż dobrego. To pierwszy  krok: rozpoznanie, przyjęcie do wiadomości.
  • Zaakceptuj
    Ważny etap; tu się dzieją „cuda”, nie tylko w tej materii.
    Zaakceptowanie faktu, że wątpliwości są i w pewnym stopniu zawsze będą częścią Twojego życia, nie usuwa ich co prawda całkowicie, ale w pewnym sensie je „rozbraja”.
  • Działaj mimo wszystko
    Nie ma innego wyjścia: trzeba działać mimo wszystko. Trzeba wierzyć, że to co się robi ma sens, nawet gdy w danym momencie wydaje nam się do niczego, a ten wkurzający głos w głowie podpowiada, że jesteśmy beznadziejni. Siła woli to nasza największa broń.

Gdy słyszysz w sobie głos mówiący „nie umiesz malować”, maluj mimo wszystko, a głos ucichnie.

– Vincent Van Gogh

Gen przeciętności

Czy istnieje taki w rzeczywistości? Nie wiem, nie jestem genetykiem; psychologiem też nie, bo wiedziałbym czy się go nabywa – może w dzieciństwie, może w szkole, w rodzinie?

Wiem tylko, że wielu z nas go w sobie nosi. To niezwykle wiarygodne dla nas samych przekonanie o tym, że jesteśmy niewystarczająco dobrzy; i nawet potwierdzone dowodami, bo jak się chce coś sobie wmówić, to wszystko można zinterpretować tak, żeby było potwierdzeniem naszej teorii.

To inni mają talent, to inni są bardziej inteligentni, to inni mają szczęście – nie my. My jesteśmy raczej przeciętni. Staramy się, ale jakoś tak bez większej wiary, że może coś z tego być; tak na pół gwizdka.

Najczęściej to my sami jesteśmy swoimi najsurowszymi krytykami. Czy aby na pewno jesteśmy obiektywni? Lepiej się upewnić.

Nie rezygnuj. Bądź profesjonalistą. Mierz wysoko i  działaj nawet gdy to co robisz wydaje Ci się niewystarczająco dobre. To normalne; to tylko znak, że dużo od siebie wymagasz. Nie chcesz być dla siebie zbyt surowy, ale chcesz być wymagający.

Najgorsze co możesz zrobić to poddać się na samym początku drogi.

Czy kiedykolwiek czułeś/aś się niewystarczająco dobry/a? Czy z tego samego powodu z czegoś zrezygnowałeś/aś ?

Miniblog na

14 komentarzy

  • Wygląda na to, że ten wpis napisałeś specjalnie dla mnie. Długo tutaj nie zaglądałem… wchodzę, a tu dokładnie opisujesz to, nad czym ostatnio rozmyślam i z czym mam problem.

    Szkoda tylko, że nie możesz wystawić recepty… bo takowej nie ma.

    • Crank, są tylko dwie możliwości: albo za często o tym myślisz, albo za rzadko tu zaglądasz ;)

      Tak zupełnie serio, to recepty nie mam dla Ciebie – wiem za to co działa u mnie, a są to właśnie te trzy rzeczy, o których pisałem. Po prostu pogodzenie się z tym i działanie mimo wszystko (+ nie porównywanie się – patrz komentarz Roberta).

      P.S. Chętnie przeczytałbym coś u Ciebie.

  • „Czy kie­dy­kol­wiek czułeś/​aś się nie­wy­star­cza­jąco dobry/​a? Czy z tego samego powodu z cze­goś zrezygnowałeś/​aś ?” to pytanie, to esencja problemu:)) problem tkwi, w tym o czym pisałeś w poście… m.in. w moim kontekście:)) Przed laty J.Pietrzak w kabarecie „Pod Egidą” śpiewał pewną piosenkę, której fragment brzmiał następująco: „Porównanie rzecz przeklęta”. Jeśli chcesz wyjść z tej pułapki musisz zrobić jedną jedyną rzecz: mianowicie przestać się porównywać z kimkolwiek. Kiedy to zrobisz staniesz się NUMBER 1 w swoim życiu i swoim świecie. Wówczas co najwyżej porównasz swoją obecną wersję Mateusza do wersji Mateusza sprzed pół roku czy czasów liceum i wówczas stwierdzisz, że pisanie postów na bloga wychodzi ci o wiele lepiej niż pisanie wypracowań, że dane zadanie wykonałeś dziś lepiej niż np pół roku temu itd itp… wówczas stajesz się miarą samego siebie i swojego rozwoju:))) Stajesz się swoim własnym Bogiem:)) dzięki temu Twoja wiara w siebie, Twoja siła i moc, Twoja pewność siebie będą rosły za każdym razem i coraz bardziej. Jeśli porównujesz się w stosunku do innych wówczas wcześniej czy później kończy się to zwątpieniem we własne siły, brakiem wiary w siebie, ostatecznie samoocena i poczucie własnej wartości lecą na łeb na szyję… dlatego nie porównuj siebie do innych, nie traktuj ich jak bogów… oni co najwyżej mogą stać się dla ciebie inspiracją do czegoś… to Ty w ostatecznym rozrachunku jeśteś Number 1 w swoim świecie i swoim życiu:)))

    • Robert, jak zwykle uzupełniasz te teksty czymś ważnym. Tu powiedziałeś coś bardzo istotnego, a co może ja nie do końca jasno przekazałem. Na swój pokręcony nieco sposób właśnie to chciałem powiedzieć, że nie ma sensu się porównywać, bo zawsze będą i lepsi i gorsi od nas. My za to mamy swoją rolę do odegrania, swoje do zrobienia, może nieco inaczej, na swój sposób. Często piszę niby w pierwszej osobie, ale chodzi mi o pokazanie jak ktoś (potencjalny czytelnik) mógłby myśleć.

      Dzięki !

  • Poruszyłeś tutaj bardzo istotną ideę, której zastosowanie tak na prawdę transformuje życie.

    Zasada ta nazywa się: akceptacja i właściwe działanie.

    W każdym momencie życia akceptować w pełni wszystko co się dzieje dookoła nas, nasze emocje, myśli, odczucia, zachowania innych, sytuacje i cały stan wszechświata :)

    A następnie podjąć właściwe działanie. Robić to co czujemy, że TERAZ chcemy zrobić.

    Jednak trochę inaczej podchodzę do tematu, który poruszyłeś. Zamiast wątpić i zastanawiać się, po prostu robię to na co mam ochotę i co mi sprawia radość.

    Wiem, że to jest to. I robię to po części dla siebie, bo daje mi dobre emocje. Jeżeli ktoś uzna to za świetny materiał i z tego skorzysta – super :) Jeżeli komuś się nie spodoba – też super :)

    Nie oznacza to, że jestem zamknięty na feedback, albo że nie zależy mi na jakości. Nie. Po prostu robię to najlepiej jak umiem w danym momencie, staram się żeby było zrozumiałe i przydatne i tyle. I staję się lepszy.

    Uważam, że radość i dobre emocje, to fundament rozwoju osobistego.

    Twoje JA urzeczywistnia się w teraz, po prostu płyń z falą życia, elastycznie, ciesząc się każdym swoim działaniem, bez zastanawiania się czy to co robisz, jest dobre czy złe.

    A wtedy będzie prawdziwe i autentyczne. I nie będzie można zastosować żadnych porównań bo indywidualna prawdziwość ucieka wszelkim schematom.

    Po prostu zrozum, że to co teraz robisz to najważniejsza rzecz w życiu i skoncentruj się na tym.

    Co do Genu Przeciętności, wydaję mi się, że cały System działa tak, żeby promować przeciętność. To przeciętność pracuje na utrzymanie Systemu, zasila jego trybiki. A każdy kto się wybija może spotkać się z masą rąk ściągających go w dół.

    Co do kwestii pisania natomiast, myślę że nie ma co czekać na wenę. Ona sama przychodzi gdy zaczniemy pisać. A nam pozostaje pisać, pisać i pisać jak najwięcej.

    Bardzo fajny blog, bardzo fajne artykuły.

    Jak tylko będę miał więcej czasu na komputerze, z pewnością zapoznam się z większą ilością Twoich wpisów.

    Pozdrawiam
    Rafał

    • Rafał, cenny wkład – dzięki. To co napisałeś o systemie promującym przeciętność – tak to już jest, że potrzebni są ludzie do produkowania i konsumowania, i tak sobie w te trybiki wpadamy nieświadomie najczęściej.

      Ale są i tacy co dobrowolnie się decydują na przeciętność. Są też z kolei Ci, którym wydaje się, że są raczej przeciętni, podczas gdy mają spory potencjał, a przez te wątpliwości nie potrafią/boją się go wykorzystać. Często są to bardzo wartościowi ludzie, którzy mają sporo do zaoferowania, ale jakby boją się wychylić, bo nie czują się wystarczająco dobrzy. I tu pojawia się kwestia akceptacji i działania, o których obydwaj pisaliśmy.

      Dzięki za dobre słowo – zawsze mile widziane ;)
      Pozdrawiam

  • Ten cytat Van Gogha chyba wydrukuję i powieszę sobie nad biurkiem. Miałem tak już niezliczoną ilość razy – siedzę przed klawiaturą i gapię się na wielką, białą kartkę na monitorze laptopa. Każde zdanie i słowo, które przychodzi mi na myśl, wydaje się kiepskie i bezsensowne. W końcu jednak przełamuje się i powoli wstukuję pierwsze zdanie, potem drugie, trzecie… nagle nie wiedząc jak i kiedy, okazuje się, że zapisałem już całą stronę. Po prostu trzeba działać – cały czas i mimo wszystko.

    rob – tak jak napisał już Mateusz, Twój komentarz jest świetnym uzupełnieniem jego artykułu. Poczułem napływ siły i inspiracji. Dzięki.

  • Jakub, ja tak mam za każdym razem. Zamawiam kawę, siadam przy stoliku, otwieram notatnik i…siedzę gapiąc się w kartkę, tudzież w szybę, tudzież obserwując ludzi. Ale na szczęście coś tam w końcu zaczyna się kleić i już później leci, tak jak mówisz – nie wiadomo kiedy.

    Komu jak komu, ale Van Gogh’owi chyba możemy zaufać ;)
    3maj się

  • Taka mała, malutka, maluteńka się czuje, zbyt często… i ciągle z tym walczę a raczej z Tym od którego to slyszę, a Ty piszesz tutaj o tak oczywistych prawdach,
    od siebie tylko dodam, że nie zawsze problem tkwi w nas, w naszej marnej opini o samych sobie, czasem a może nawet często to zasługa tych którzy nas wychowali, którzy nas otaczają, z którymi żyjemy…odciąć się od tego wszystkiego jest niezwykle trudno.

    pozdrawiam An.

    • An, a może problem właśnie w tym, że walczysz? Walczyć można też ze swoim cieniem ale gdzie nas to zaprowadzi? Akceptacja jest kluczem – często to powtarzam. Te trzy kroki, o których pisałem są niezwykle ważne.

      Tak jak napisałaś: na to kim jesteśmy wpływa wiele czynników. Ale wiesz, na pewnym etapie człowiek sobie zdaje sprawę, że tak naprawdę tylko on jest odpowiedzialny za swoje życie, nie ma sensu obwiniać innych, przeszłości, okoliczności – tego nie zmienimy. Możemy za to wziąć sprawy w swoje ręce i dążyć do tego aby żyć tak jak chcemy.

      Tak jak komórki w ciele (wymieniają się całkowicie na nowe co 7-8 lat) tak i nasz umysł zmienia się pod wpływem doświadczenia. Dlatego nie jest tak ważne to co nas kiedyś ukształtowało (dzieciństwo, ludzie itd), ale to jak kształtujemy siebie teraz, bo efekty tego właśnie działania zobaczymy w przyszłości.

      Dzięki za komentarz !
      Pozdrawiam

  • Witam =)

    W tym wszystkim co opisałeś tkwi pewien sekret. Często patrząc na ludzi, którzy coś osiągają wydaje nam się, że oni „idą jak burza”… Że nigdy nie mają słabszych dni, a tak w ogóle wszystko czego się dotykają zamienia się w złoto. Kto wie, może inni czasami myślą tak samo o nas. Czasami naprawdę można się zdziwić słysząc słowa: nie no, to Ty nie dajesz rady ? Nie wierzę.

    Wielu ludzi w kręgu rozwoju osobistego powtarza: człowiek na którego patrzysz to tylko czubek góry lodowej. I jest w tym mnóstwo prawdy. Wszyscy jesteśmy ludźmi… Choćbyśmy dokonali nie wiem jakich cudów każdego z nas spotka po drodze coś co będzie ściągać nas z naszej drogi. Tak jest i tyle. Dlatego w pełni się zgadzam z tym, że niezbędna jest akceptacja i działanie mimo wszystko – przede wszystkim dla siebie, a nie dla innych.

    • Rafał, dokładnie, jest tak jak piszesz – najczęściej nawet nie zdajemy sobie sprawy, że niektórzy to na nas tak patrzą i myślą sobie: „no on to daje radę”. Czyli wniosek jest jeden – trzeba robić swoje.

      Dzięki! 3maj się

  • Hej,
    pamiętam jak jakiś czas temu miałem podobne wątpliwości – zaczynałem pisać pierwsze artykuły, nie widziałem za dużo komentarzy, nie było też zbyt dużo ruchu na stronie. Można by pomyśleć – załamka. W końcu INNI są lepsi.

    I to jest kluczowy moment – moment porównania. Bo można to zrobić na zasadzie „ale jestem k***a beznadziejny, nie nadaję się do tego” albo „skoro on mógł dojść do tego poziomu, ja też włożę całą swoją energię w to, aby się tego nauczyć”.

    Porównanie niekoniecznie skazuje nas na brak wiary w siebie, chociaż rzeczywiście często spotyka się osoby, które za sprawą porównań wpadają w kompleksy. Tworzą sobie w głowie coś, co jest kompletnie urojone, a swoje życie temu podporządkowują. Totalny bezsens.

    Jednak posłużę się tutaj przykładem z własnego życia – interesuję się iluzją karcianą od kilku lat i jestem w stanie zrobić mini-show dla kilku znajomych i na pewno będzie im się podobać. Jednak daleko mi swoją zręcznością, płynnością, opanowaniem itp. w porównaniu do takich gwiazd jak Wayne Houchin, bracia Buck czy Daniel Garcia (nazwiska pewnie nikomu nieznane, jednak ci faceci naprawdę wymiatają). Jednak nie czuję się z tego powodu „gorszy” ani „lepszy” jako osoba, mam po prostu mniejsze umiejętności – i tyle. To jest fakt, temu nie da się zaprzeczyć. Jednak patrząc na występ większych profesjonalistów odczuwam po prostu radość z tego, że im to wychodzi tak świetnie, tak znakomicie. Pokazują mi oni to, co może być osiągnięte i jeżeli tylko będę miał ochotę, będę ćwiczył dalej dla czystej radości z ćwiczeń – nie dla „bycia takim jak oni”, bo mogę być tylko sobą.

    Jestem sobą. Jestem najlepszą wersją siebie w danym momencie. Czy to znaczy, że inni nie mogą być dla mnie drogowskazem tego, czego można dokonać? A może ujrzałem czyjeś umiejętności właśnie dlatego, aby podążyć ich ścieżką? Kto wie…

    Także porównujmy się – tylko mądrze. I ekologicznie. I bawmy się, i radujmy, i rozwijajmy.

    „Przeszłość może być brudna, jednak przyszłość jest nieskazitelnie czysta”. A tak jak pisał Rafał, jedyny prawdziwy moment jest właśnie teraz :).

    Pozdrawiam,
    Bartosz Jezierski

  • Bartosz, tak to już jest z tymi porównaniami, że działają w obie strony. Jak ktoś już ma zaniżoną samoocenę to porównując się, najczęściej się jeszcze bardziej zdołuje; a jak ktoś wierzy w siebie i jeszcze do tego lubi rywalizację, to może być niezły doping.

    Dobry motyw przywołałeś odnośnie radości z tego, że innym się udaje. Super sprawa i warto dążyć do tego punktu, w którym nie zazdrościmy innym ale wręcz ich wspieramy.Cieszę się, że mogę być w tym miejscu, chociaż chwilę mi to zajęło.

    Dzięki! Pozdrawiam.

Skomentuj

Witaj na 10 Ścieżek

Cześć !
Z tej strony Mateusz. Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie. Ale uwaga... czytasz na własną odpowiedzialność, gdyż autor całkowicie się od niej uchyla. Ale skoro już tu jesteś... zaglądnij na podstronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się