Gen przeciętności i 3 proste kroki żeby zaprzyjaźnić się z wątpliwościami

Jak się zaprzyjaźnić z wątpliwościami?

fot. http://​www​.flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​j​o​x​1​9​89/

Zasta­na­wiam się cza­sem jakby to było wie­rzyć w sie­bie, nie mieć co do sie­bie żadnych wąt­pli­wo­ści. Abstrakcja.

Znani akto­rzy, świetni spor­towcy, biz­nes­meni — wszy­scy oni wydają się mieć jakieś lep­sze geny, nad­zwy­czajne talenty, szczę­ście, pew­ność sie­bie i kto wie co jesz­cze. Ale to wszystko złu­dze­nie, na szczęście.

Każdy z nas miewa wąt­pli­wo­ści — z różną czę­sto­tli­wo­ścią, na róż­nych eta­pach życia, każdy z innym nasi­le­niem. Dobra wia­do­mość jest taka, że da się z nimi zaprzyjaźnić.

Jak? Wystar­czą 3 pro­ste kroki (ta, a świstak siedzi…).

Pusta kartka

Kawiar­nia, późne popo­łu­dnie. Sie­dzę nad pustą kartką; od godziny.

Przez głowę prze­myka setki myśli, ale żadna z nich nie wydaje się być na tyle dobra, aby prze­lać ją na papier.

Bez­na­dziejny jestem. Nie, serio — na prawdę do niczego. Co w ogóle każe mi myśleć, że umiem pisać? Fakt, zda­rzyła się jakaś +4-​ka za wypra­co­wa­nie w liceum, ale kiedy to było, i jakie to ma dziś zna­cze­nie? (ściąga podeszła?).

Dla­czego ktoś tak prze­ciętny miałby prze­ka­zy­wać wie­dzę innym, tym, jakże nie­wdzięcz­nym kana­łem, jakim jest słowo pisane. Kogo ja chcę oszukać?

Chwila zasta­no­wie­nia — uwie­rzyć i zamknąć notes, czy nadal głu­pio się w niego wpa­try­wać w ocze­ki­wa­niu na prze­błysk geniu­szu? Ale niby skąd miałby przyjść?

Moment…coś jest — pomysł? złota myśl? bły­sko­tliwa sen­ten­cja? Na to aku­rat szanse nie­wiel­kie, ale piszę dalej; jak nie dziś to jutro, może kie­dyś, w końcu na pewno.

Gor­sza wersja

Wydaje nam się, że jeste­śmy gorsi. Takie prze­ko­na­nie nas para­li­żuje, i to znacz­nie czę­ściej niż powinno. Gorsi niż w rze­czy­wi­sto­ści, gorsi od innych, nie­wy­star­cza­jąco dobrzy. Ale to nor­malne. Ktoś kie­dyś powie­dział, że “tylko głupcy nie mają wątpliwości”.

Wielu z nas wydaje się, że ludzie, któ­rzy osią­gnęli suk­ces są od nas lepsi; tak po pro­stu — od uro­dze­nia, gene­tycz­nie. W rze­czy­wi­sto­ści nie wiele tu prawdy (nie licząc ponad­prze­cięt­nych geniu­szy). Ci ludzie, cho­ciaż mogą być w pew­nych aspek­tach bar­dziej uta­len­to­wani od nas (my praw­do­po­dob­nie jeste­śmy w innych), wpro­wa­dzili do swo­jego życia prze­ko­na­nia, nawyki, spo­soby, które zło­żyły się w pewną całość i pozwo­liły im odnieść sukces.

Nic nie dzieję się samo z sie­bie.

To co odróż­nia tych, któ­rzy osią­gnęli wiele, od tych, któ­rzy wciąż tylko o tym marzą jest dzia­ła­nie. Ci pierwsi zde­cy­do­wali się wyru­szyć w drogę, na któ­rej nie da się ustrzec błę­dów, gdzie będą porażki i upadki. Ci dru­dzy wybrali bezpieczeństwo.

Co cie­kawe, i w brew temu co wielu z nas myśli, nie bra­kuje ludzi suk­cesu, któ­rzy cały czas mają wąt­pli­wo­ści pod wła­snym adre­sem. Nie­któ­rzy przy­znają nawet, że czują się cza­sem jak oszu­ści — to w bar­dziej eks­tre­mal­nym wyda­niu, ale w wer­sji laj­to­wej, takiej codzien­nej, nazy­wam to wła­śnie genem prze­cięt­no­ści. Bar­dzo powszechna przypadłość.

Nigdy nie ceni­łem zbyt­nio “pozy­tyw­nych boha­te­rów” w lite­ra­tu­rze. Oni pra­wie zawsze są zużyci, są kopiami kopii, aż w końcu ten model się prze­jada. Wolę roz­terki, wąt­pli­wo­ści, nie­pew­ność, nie tylko dla­tego, że dostar­czają bar­dziej “pro­duk­tyw­nego” suro­wego mate­riału lite­rac­kiego, ale dla­tego, że my ludzie wła­śnie tacy na prawdę jesteśmy.

- Jose Saramago

Rola do odegrania

Wra­ca­jąc do pisa­nia. Nigdy nie pomy­ślał­bym, że będę się tym zaj­mo­wał — prze­cież nie jestem wystar­cza­jąco dobry. Dziś prze­le­wam to co myślę na papier. Hemingway’em nigdy nie będę, ale czy to mia­łoby mnie powstrzy­mać? Uczę się, eks­pe­ry­men­tuję, popeł­niam błędy; nie wrzu­cam skre­ślo­nych słów do szu­flady (chociaż…to byłoby bezpieczne).

Otwie­ram czyt­nik RSS — 10 nowych postów na blogu Setha. Zaglą­dam do Krzyśka - świetny styl pisa­nia: krót­kie, mocne zda­nia, gdzie każde słowo ma zna­cze­nie. Czy­tam Roberta — głę­bia, doświad­cze­nie, kon­kretny przekaz.

Nie jestem tak pro­duk­tywny i pomy­słowy jak Seth; nie potra­fię pisać tak swo­bod­nie jak Krzy­siek; nie mam doświad­cze­nia Roberta. Ale czy to wszystko zna­czy , że nie mam też swo­jej roli do ode­gra­nia? Czy to zna­czy, że Ty nie masz swojej?

Przy­po­mi­nam sobie jak wiele razy chcia­łem zre­zy­gno­wać. Gdy nikt nie komen­to­wał, gdy nikt nie był zain­te­re­so­wany, gdy wyda­wało się, że to co robię nie jest wystar­cza­jąco dobre. I jest tak zawsze, gdy zaj­muję się jaką­kol­wiek pracą twórczą.

Teraz też zda­rza mi się tak myśleć. Ale tu doty­kamy kwe­stii pro­fe­sjo­na­li­zmu. Pro­fe­sjo­na­li­zmu, który wyraża się siłą woli, wytrwa­ło­ścią i sil­nym prze­ko­na­niem o słusz­no­ści podej­mo­wa­nych dzia­łań. To tu nie ma mowy o rezy­gna­cji; jest za to coś innego — mocne posta­no­wie­nie sta­wa­nia się lep­szym.

Zaprzy­jaź­nić się z wątpliwościami

Nie mam recepty; w ogóle mało mam recept, dla­tego sta­ram się nie udzie­lać rad. Mam wra­że­nie, że zazwy­czaj je prze­ce­niamy, bo nawet jeśli coś działa dla jed­nej osoby, to nie zna­czy, że zadziała dla reszty.

Ale w tym wypadku widzę 3 rze­czy, które mogą być pomocne w “oswa­ja­niu” wewnętrz­nego krytyka:

  • Roz­po­znaj
    Przy­znaj się, że masz wąt­pli­wo­ści. Wypie­ra­nie tego faktu zrobi wię­cej złego niż dobrego. To pierw­szy krok: roz­po­zna­nie, przy­ję­cie do wiadomości.
  • Zaak­cep­tuj
    Ważny etap; tu się dzieją “cuda”, nie tylko w tej mate­rii.
    Zaak­cep­to­wa­nie faktu, że wąt­pli­wo­ści są i w pew­nym stop­niu zawsze będą czę­ścią Two­jego życia, nie usuwa ich co prawda cał­ko­wi­cie, ale w pew­nym sen­sie je “rozbraja”.
  • Dzia­łaj mimo wszystko
    Nie ma innego wyj­ścia: trzeba dzia­łać mimo wszystko. Trzeba wie­rzyć, że to co się robi ma sens, nawet gdy w danym momen­cie wydaje nam się do niczego, a ten wku­rza­jący głos w gło­wie pod­po­wiada, że jeste­śmy bez­na­dziejni. Siła woli to nasza naj­więk­sza broń.

Gdy sły­szysz w sobie głos mówiący “nie umiesz malo­wać”, maluj mimo wszystko, a głos ucichnie.

- Vin­cent Van Gogh

Gen prze­cięt­no­ści

Czy ist­nieje taki w rze­czy­wi­sto­ści? Nie wiem, nie jestem gene­ty­kiem; psy­cho­lo­giem też nie, bo wie­dział­bym czy się go nabywa — może w dzie­ciń­stwie, może w szkole, w rodzinie?

Wiem tylko, że wielu z nas go w sobie nosi. To nie­zwy­kle wia­ry­godne dla nas samych prze­ko­na­nie o tym, że jeste­śmy nie­wy­star­cza­jąco dobrzy; i nawet potwier­dzone dowo­dami, bo jak się chce coś sobie wmó­wić, to wszystko można zin­ter­pre­to­wać tak, żeby było potwier­dze­niem naszej teorii.

To inni mają talent, to inni są bar­dziej inte­li­gentni, to inni mają szczę­ście — nie my. My jeste­śmy raczej prze­ciętni. Sta­ramy się, ale jakoś tak bez więk­szej wiary, że może coś z tego być; tak na pół gwizdka.

Naj­czę­ściej to my sami jeste­śmy swo­imi naj­su­row­szymi kry­ty­kami. Czy aby na pewno jeste­śmy obiek­tywni? Lepiej się upewnić.

Nie rezy­gnuj. Bądź pro­fe­sjo­na­li­stą. Mierz wysoko i dzia­łaj nawet gdy to co robisz wydaje Ci się nie­wy­star­cza­jąco dobre. To nor­malne; to tylko znak, że dużo od sie­bie wyma­gasz. Nie chcesz być dla sie­bie zbyt surowy, ale chcesz być wymagający.

Naj­gor­sze co możesz zro­bić to pod­dać się na samym początku drogi.

Czy kie­dy­kol­wiek czułeś/​aś się nie­wy­star­cza­jąco dobry/​a? Czy z tego samego powodu z cze­goś zrezygnowałeś/​aś ?

Miniblog na

Dyskusja (14)

  • Wygląda na to, że ten wpis napi­sa­łeś spe­cjal­nie dla mnie. Długo tutaj nie zaglą­da­łem… wcho­dzę, a tu dokład­nie opi­su­jesz to, nad czym ostat­nio roz­my­ślam i z czym mam problem.

    Szkoda tylko, że nie możesz wysta­wić recepty… bo tako­wej nie ma.

    • Crank, są tylko dwie moż­li­wo­ści: albo za czę­sto o tym myślisz, albo za rzadko tu zaglądasz ;)

      Tak zupeł­nie serio, to recepty nie mam dla Cie­bie — wiem za to co działa u mnie, a są to wła­śnie te trzy rze­czy, o któ­rych pisa­łem. Po pro­stu pogo­dze­nie się z tym i dzia­ła­nie mimo wszystko (+ nie porów­ny­wa­nie się — patrz komen­tarz Roberta).

      P.S. Chęt­nie prze­czy­tał­bym coś u Ciebie.

  • Czy kie­dy­kol­wiek czułeś/​aś się nie­wy­star­cza­jąco dobry/​a? Czy z tego samego powodu z cze­goś zrezygnowałeś/​aś ?” to pyta­nie, to esen­cja pro­blemu:)) pro­blem tkwi, w tym o czym pisa­łeś w poście… m.in. w moim kon­tek­ście:)) Przed laty J.Pietrzak w kaba­re­cie “Pod Egidą” śpie­wał pewną pio­senkę, któ­rej frag­ment brzmiał nastę­pu­jąco: “Porów­na­nie rzecz prze­klęta”. Jeśli chcesz wyjść z tej pułapki musisz zro­bić jedną jedyną rzecz: mia­no­wi­cie prze­stać się porów­ny­wać z kim­kol­wiek. Kiedy to zro­bisz sta­niesz się NUMBER 1 w swoim życiu i swoim świe­cie. Wów­czas co naj­wy­żej porów­nasz swoją obecną wer­sję Mate­usza do wer­sji Mate­usza sprzed pół roku czy cza­sów liceum i wów­czas stwier­dzisz, że pisa­nie postów na bloga wycho­dzi ci o wiele lepiej niż pisa­nie wypra­co­wań, że dane zada­nie wyko­na­łeś dziś lepiej niż np pół roku temu itd itp… wów­czas sta­jesz się miarą samego sie­bie i swo­jego roz­woju:))) Sta­jesz się swoim wła­snym Bogiem:)) dzięki temu Twoja wiara w sie­bie, Twoja siła i moc, Twoja pew­ność sie­bie będą rosły za każ­dym razem i coraz bar­dziej. Jeśli porów­nu­jesz się w sto­sunku do innych wów­czas wcze­śniej czy póź­niej koń­czy się to zwąt­pie­niem we wła­sne siły, bra­kiem wiary w sie­bie, osta­tecz­nie samo­ocena i poczu­cie wła­snej war­to­ści lecą na łeb na szyję… dla­tego nie porów­nuj sie­bie do innych, nie trak­tuj ich jak bogów… oni co naj­wy­żej mogą stać się dla cie­bie inspi­ra­cją do cze­goś… to Ty w osta­tecz­nym roz­ra­chunku jeś­teś Num­ber 1 w swoim świe­cie i swoim życiu:)))

    • Robert, jak zwy­kle uzu­peł­niasz te tek­sty czymś waż­nym. Tu powie­dzia­łeś coś bar­dzo istot­nego, a co może ja nie do końca jasno prze­ka­za­łem. Na swój pokrę­cony nieco spo­sób wła­śnie to chcia­łem powie­dzieć, że nie ma sensu się porów­ny­wać, bo zawsze będą i lepsi i gorsi od nas. My za to mamy swoją rolę do ode­gra­nia, swoje do zro­bie­nia, może nieco ina­czej, na swój spo­sób. Czę­sto piszę niby w pierw­szej oso­bie, ale cho­dzi mi o poka­za­nie jak ktoś (poten­cjalny czy­tel­nik) mógłby myśleć.

      Dzięki !

  • Poru­szy­łeś tutaj bar­dzo istotną ideę, któ­rej zasto­so­wa­nie tak na prawdę trans­for­muje życie.

    Zasada ta nazywa się: akcep­ta­cja i wła­ściwe działanie.

    W każ­dym momen­cie życia akcep­to­wać w pełni wszystko co się dzieje dookoła nas, nasze emo­cje, myśli, odczu­cia, zacho­wa­nia innych, sytu­acje i cały stan wszechświata :)

    A następ­nie pod­jąć wła­ściwe dzia­ła­nie. Robić to co czu­jemy, że TERAZ chcemy zrobić.

    Jed­nak tro­chę ina­czej pod­cho­dzę do tematu, który poru­szy­łeś. Zamiast wąt­pić i zasta­na­wiać się, po pro­stu robię to na co mam ochotę i co mi spra­wia radość.

    Wiem, że to jest to. I robię to po czę­ści dla sie­bie, bo daje mi dobre emo­cje. Jeżeli ktoś uzna to za świetny mate­riał i z tego sko­rzy­sta — super :) Jeżeli komuś się nie spodoba — też super :)

    Nie ozna­cza to, że jestem zamknięty na feed­back, albo że nie zależy mi na jako­ści. Nie. Po pro­stu robię to naj­le­piej jak umiem w danym momen­cie, sta­ram się żeby było zro­zu­miałe i przy­datne i tyle. I staję się lepszy.

    Uwa­żam, że radość i dobre emo­cje, to fun­da­ment roz­woju osobistego.

    Twoje JA urze­czy­wist­nia się w teraz, po pro­stu płyń z falą życia, ela­stycz­nie, cie­sząc się każ­dym swoim dzia­ła­niem, bez zasta­na­wia­nia się czy to co robisz, jest dobre czy złe.

    A wtedy będzie praw­dziwe i auten­tyczne. I nie będzie można zasto­so­wać żadnych porów­nań bo indy­wi­du­alna praw­dzi­wość ucieka wszel­kim schematom.

    Po pro­stu zro­zum, że to co teraz robisz to naj­waż­niej­sza rzecz w życiu i skon­cen­truj się na tym.

    Co do Genu Prze­cięt­no­ści, wydaję mi się, że cały Sys­tem działa tak, żeby pro­mo­wać prze­cięt­ność. To prze­cięt­ność pra­cuje na utrzy­ma­nie Sys­temu, zasila jego try­biki. A każdy kto się wybija może spo­tkać się z masą rąk ścią­ga­ją­cych go w dół.

    Co do kwe­stii pisa­nia nato­miast, myślę że nie ma co cze­kać na wenę. Ona sama przy­cho­dzi gdy zaczniemy pisać. A nam pozo­staje pisać, pisać i pisać jak najwięcej.

    Bar­dzo fajny blog, bar­dzo fajne artykuły.

    Jak tylko będę miał wię­cej czasu na kom­pu­te­rze, z pew­no­ścią zapo­znam się z więk­szą ilo­ścią Two­ich wpisów.

    Pozdra­wiam
    Rafał

    • Rafał, cenny wkład — dzięki. To co napi­sa­łeś o sys­te­mie pro­mu­ją­cym prze­cięt­ność — tak to już jest, że potrzebni są ludzie do pro­du­ko­wa­nia i kon­su­mo­wa­nia, i tak sobie w te try­biki wpa­damy nie­świa­do­mie najczęściej.

      Ale są i tacy co dobro­wol­nie się decy­dują na prze­cięt­ność. Są też z kolei Ci, któ­rym wydaje się, że są raczej prze­ciętni, pod­czas gdy mają spory poten­cjał, a przez te wąt­pli­wo­ści nie potrafią/​boją się go wyko­rzy­stać. Czę­sto są to bar­dzo war­to­ściowi ludzie, któ­rzy mają sporo do zaofe­ro­wa­nia, ale jakby boją się wychy­lić, bo nie czują się wystar­cza­jąco dobrzy. I tu poja­wia się kwe­stia akcep­ta­cji i dzia­ła­nia, o któ­rych oby­dwaj pisaliśmy.

      Dzięki za dobre słowo — zawsze mile widziane ;)
      Pozdrawiam

  • Ten cytat Van Gogha chyba wydru­kuję i powie­szę sobie nad biur­kiem. Mia­łem tak już nie­zli­czoną ilość razy — sie­dzę przed kla­wia­turą i gapię się na wielką, białą kartkę na moni­to­rze lap­topa. Każde zda­nie i słowo, które przy­cho­dzi mi na myśl, wydaje się kiep­skie i bez­sen­sowne. W końcu jed­nak prze­ła­muje się i powoli wstu­kuję pierw­sze zda­nie, potem dru­gie, trze­cie… nagle nie wie­dząc jak i kiedy, oka­zuje się, że zapi­sa­łem już całą stronę. Po pro­stu trzeba dzia­łać — cały czas i mimo wszystko.

    rob — tak jak napi­sał już Mate­usz, Twój komen­tarz jest świet­nym uzu­peł­nie­niem jego arty­kułu. Poczu­łem napływ siły i inspi­ra­cji. Dzięki.

  • Jakub, ja tak mam za każ­dym razem. Zama­wiam kawę, sia­dam przy sto­liku, otwie­ram notat­nik i…siedzę gapiąc się w kartkę, tudzież w szybę, tudzież obser­wu­jąc ludzi. Ale na szczę­ście coś tam w końcu zaczyna się kleić i już póź­niej leci, tak jak mówisz — nie wia­domo kiedy.

    Komu jak komu, ale Van Gogh’owi chyba możemy zaufać ;)
    3maj się

  • Taka mała, malutka, malu­teńka się czuje, zbyt czę­sto… i cią­gle z tym wal­czę a raczej z Tym od któ­rego to sly­szę, a Ty piszesz tutaj o tak oczy­wi­stych praw­dach,
    od sie­bie tylko dodam, że nie zawsze pro­blem tkwi w nas, w naszej mar­nej opini o samych sobie, cza­sem a może nawet czę­sto to zasługa tych któ­rzy nas wycho­wali, któ­rzy nas ota­czają, z któ­rymi żyjemy…odciąć się od tego wszyst­kiego jest nie­zwy­kle trudno.

    pozdra­wiam An.

    • An, a może pro­blem wła­śnie w tym, że wal­czysz? Wal­czyć można też ze swoim cie­niem ale gdzie nas to zapro­wa­dzi? Akcep­ta­cja jest klu­czem — czę­sto to powta­rzam. Te trzy kroki, o któ­rych pisa­łem są nie­zwy­kle ważne.

      Tak jak napi­sa­łaś: na to kim jeste­śmy wpływa wiele czyn­ni­ków. Ale wiesz, na pew­nym eta­pie czło­wiek sobie zdaje sprawę, że tak naprawdę tylko on jest odpo­wie­dzialny za swoje życie, nie ma sensu obwi­niać innych, prze­szło­ści, oko­licz­no­ści — tego nie zmie­nimy. Możemy za to wziąć sprawy w swoje ręce i dążyć do tego aby żyć tak jak chcemy.

      Tak jak komórki w ciele (wymie­niają się cał­ko­wi­cie na nowe co 7 – 8 lat) tak i nasz umysł zmie­nia się pod wpły­wem doświad­cze­nia. Dla­tego nie jest tak ważne to co nas kie­dyś ukształ­to­wało (dzie­ciń­stwo, ludzie itd), ale to jak kształ­tu­jemy sie­bie teraz, bo efekty tego wła­śnie dzia­ła­nia zoba­czymy w przyszłości.

      Dzięki za komen­tarz !
      Pozdrawiam

  • Witam =)

    W tym wszyst­kim co opi­sa­łeś tkwi pewien sekret. Czę­sto patrząc na ludzi, któ­rzy coś osią­gają wydaje nam się, że oni “idą jak burza”… Że nigdy nie mają słab­szych dni, a tak w ogóle wszystko czego się doty­kają zamie­nia się w złoto. Kto wie, może inni cza­sami myślą tak samo o nas. Cza­sami naprawdę można się zdzi­wić sły­sząc słowa: nie no, to Ty nie dajesz rady ? Nie wierzę.

    Wielu ludzi w kręgu roz­woju oso­bi­stego powta­rza: czło­wiek na któ­rego patrzysz to tylko czu­bek góry lodo­wej. I jest w tym mnó­stwo prawdy. Wszy­scy jeste­śmy ludźmi… Choć­by­śmy doko­nali nie wiem jakich cudów każ­dego z nas spo­tka po dro­dze coś co będzie ścią­gać nas z naszej drogi. Tak jest i tyle. Dla­tego w pełni się zga­dzam z tym, że nie­zbędna jest akcep­ta­cja i dzia­ła­nie mimo wszystko — przede wszyst­kim dla sie­bie, a nie dla innych.

    • Rafał, dokład­nie, jest tak jak piszesz — naj­czę­ściej nawet nie zda­jemy sobie sprawy, że nie­któ­rzy to na nas tak patrzą i myślą sobie: “no on to daje radę”. Czyli wnio­sek jest jeden — trzeba robić swoje.

      Dzięki! 3maj się

  • Hej,
    pamię­tam jak jakiś czas temu mia­łem podobne wąt­pli­wo­ści — zaczy­na­łem pisać pierw­sze arty­kuły, nie widzia­łem za dużo komen­ta­rzy, nie było też zbyt dużo ruchu na stro­nie. Można by pomy­śleć — załamka. W końcu INNI są lepsi.

    I to jest klu­czowy moment — moment porów­na­nia. Bo można to zro­bić na zasa­dzie “ale jestem k***a bez­na­dziejny, nie nadaję się do tego” albo “skoro on mógł dojść do tego poziomu, ja też włożę całą swoją ener­gię w to, aby się tego nauczyć”.

    Porów­na­nie nie­ko­niecz­nie ska­zuje nas na brak wiary w sie­bie, cho­ciaż rze­czy­wi­ście czę­sto spo­tyka się osoby, które za sprawą porów­nań wpa­dają w kom­pleksy. Two­rzą sobie w gło­wie coś, co jest kom­plet­nie uro­jone, a swoje życie temu pod­po­rząd­ko­wują. Totalny bezsens.

    Jed­nak posłużę się tutaj przy­kła­dem z wła­snego życia — inte­re­suję się ilu­zją kar­cianą od kilku lat i jestem w sta­nie zro­bić mini-​show dla kilku zna­jo­mych i na pewno będzie im się podo­bać. Jed­nak daleko mi swoją zręcz­no­ścią, płyn­no­ścią, opa­no­wa­niem itp. w porów­na­niu do takich gwiazd jak Wayne Houchin, bra­cia Buck czy Daniel Gar­cia (nazwi­ska pew­nie nikomu nie­znane, jed­nak ci faceci naprawdę wymia­tają). Jed­nak nie czuję się z tego powodu “gor­szy” ani “lep­szy” jako osoba, mam po pro­stu mniej­sze umie­jęt­no­ści — i tyle. To jest fakt, temu nie da się zaprze­czyć. Jed­nak patrząc na występ więk­szych pro­fe­sjo­na­li­stów odczu­wam po pro­stu radość z tego, że im to wycho­dzi tak świet­nie, tak zna­ko­mi­cie. Poka­zują mi oni to, co może być osią­gnięte i jeżeli tylko będę miał ochotę, będę ćwiczył dalej dla czy­stej rado­ści z ćwiczeń — nie dla “bycia takim jak oni”, bo mogę być tylko sobą.

    Jestem sobą. Jestem naj­lep­szą wer­sją sie­bie w danym momen­cie. Czy to zna­czy, że inni nie mogą być dla mnie dro­go­wska­zem tego, czego można doko­nać? A może ujrza­łem czy­jeś umie­jęt­no­ści wła­śnie dla­tego, aby podą­żyć ich ścieżką? Kto wie…

    Także porów­nujmy się — tylko mądrze. I eko­lo­gicz­nie. I bawmy się, i radujmy, i rozwijajmy.

    Prze­szłość może być brudna, jed­nak przy­szłość jest nie­ska­zi­tel­nie czy­sta”. A tak jak pisał Rafał, jedyny praw­dziwy moment jest wła­śnie teraz :).

    Pozdra­wiam,
    Bar­tosz Jezierski

  • Bar­tosz, tak to już jest z tymi porów­na­niami, że dzia­łają w obie strony. Jak ktoś już ma zani­żoną samo­ocenę to porów­nu­jąc się, naj­czę­ściej się jesz­cze bar­dziej zdo­łuje; a jak ktoś wie­rzy w sie­bie i jesz­cze do tego lubi rywa­li­za­cję, to może być nie­zły doping.

    Dobry motyw przy­wo­ła­łeś odno­śnie rado­ści z tego, że innym się udaje. Super sprawa i warto dążyć do tego punktu, w któ­rym nie zazdro­ścimy innym ale wręcz ich wspieramy.Cieszę się, że mogę być w tym miej­scu, cho­ciaż chwilę mi to zajęło.

    Dzięki! Pozdra­wiam.

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Witaj na 10 Ścieżek

Mateusz StyśCześć !
Z tej strony Mateusz.

Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znaj­dziesz coś dla sie­bie. Ale uwaga… czy­tasz na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, gdyż autor cał­ko­wi­cie się od niej uchyla.

Ale skoro już tu jesteś… zagląd­nij na pod­stronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się

Komentujemy