Herbata bez cukru

Życie jest jak herbata?

fot. http://​www​.flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​t​o​n​o​m​u​ra/

Jakoś nie potra­fię doce­nić walo­rów sma­ko­wych her­baty z cukrem; i to jest cał­kiem deli­kat­nie powiedziane.

Ale…co ta her­bata ma do cho­lery wspól­nego z życiem? Ano pew­nie nie­wiele, ale cóż - pewne kon­struk­cje myślowe ukła­dają się w spo­sób dziw­nie nie­zro­zu­miały — rów­nież dla autora — tak żeby na końcu stwo­rzyć w miarę sen­sowną całość, którą da się prze­czy­tać, tudzież “prze­ska­no­wać”, ba… cza­sem nawet, bez więk­szej walki ze sobą, można to coś “zalaj­ko­wać”, czy wręcz “twit­t­nąć”. I tu pozo­staje mi wyra­zić ser­deczne wyrazy wdzięcz­no­ści — zupeł­nie szcze­rze i oczy­wi­ście bez­in­te­re­sow­nie — dla Tych, któ­rym się to zdarza.

Wra­ca­jąc do herbaty…

Z pamięt­nika emigranta

Gdzieś pod Lon­dy­nem, godzina 10:00, poranny “tea-​break”. Zapa­rzam coś, co nazy­wają tu her­batą: pla­sti­kowy kube­czek, w środku her­ba­ciana torebka i sprosz­ko­wane mleko. Wysy­puję je do śmieci — to zawsze pierw­szy krok — i słyszę:

- Mate­jus, nie lubisz takiego mleka? — pyta prze­miła dziew­czyna, z azja­tyc­kim akcen­tem i roz­bra­ja­jącą szczerością. — Dam Ci tro­chę mojego, mam świeże.

- Dzię­kuję Ci bar­dzo, ale wolę bez — odpo­wia­dam naj­uprzej­miej jak potra­fię (To w końcu Wyspy — możesz mieć kogoś daleko gdzieś, ale miłym trzeba być, nie ma wyjścia).

- Pijesz her­batę bez mleka? — pyta nawet nie pró­bu­jąc ukryć zdziwienia.

- Tak — odpo­wia­dam bio­rąc pierw­szego łyka.

- Ale czekaj…ty jej nie posłodziłeś ?!

- No tak, lubię taką — bez niczego.

Tak nawia­sem mówiąc, to może gdyby Anglicy nie zajęli im kie­dyś kraju (nie tylko im zresztą), to by dzi­siaj brzy­dziła się tym mle­kiem w her­ba­cie tak samo jak ja. Cho­ciaż z dru­giej strony, to może lepiej mieć takie pozo­sta­ło­ści po byłych kolo­ni­za­to­rach, niż mieć nasze po byłych zaborcach ?!

Biały, brą­zowy, czy słodzik?

Do rze­czy, bo wcale nie miało być o histo­rii czy bawarce; ktoś może lubi i nic mi do tego. Ktoś inny lubi sło­dzić — też nie moja sprawa; kwe­stia upodobania.

Pote­ore­ty­zujmy trochę…

Wyobraź sobie, że jesteś w nie­swo­jej kuchni. Zapa­rzasz her­batę. W końcu przy­cho­dzi moment, w któ­rym chcesz ją posło­dzić (jeśli tego nie robisz, to pouda­waj chwilę ze mną, że jest ina­czej). Jest tylko jeden pro­blem: nie wiesz gdzie jest cukier, więc zaczy­nasz szu­kać. Prze­glą­dasz blaty, szafki, bie­gasz po kuchni. Jest coś bia­łego… za drobne — sól. A tam? Też pudło — mąka.

Na szczę­ście sklep jest cał­kiem bli­sko. Ubie­rasz się i wycho­dzisz z domu…

W skle­pie spory wybór: biały, brą­zowy, trzci­nowy, słodzik…jest jesz­cze miód.

Bie­rzesz biały i wra­casz do domu. Wsy­pu­jesz jedną łyżeczkę, póź­niej drugą i…wszystko ide­al­nie, no może poza małym szcze­gó­łem — her­bata co prawda pyszna, ale…zimna. Trzeba zapa­rzyć nową. Chwilę…niech to szlag — to była ostat­nia torebka.

W poszu­ki­wa­niu esencji

A gdy­by­śmy tak — teo­re­tycz­nie zupeł­nie — gdy­by­śmy nie potrze­bo­wali tego cukru? Gdyby ten nie­sa­mo­wity napój sam w sobie był źródłem wystar­cza­ją­cej przy­jem­no­ści i satysfakcji?

Życie jest jak ta herbata.

Pro­blem w tym, że my nawet nie chcemy go skosz­to­wać, tak po pro­stu, bez niczego. Her­bata sty­gnie, a my bie­gamy za cukrem — aby wię­cej, aby lepiej, aby przy­jem­niej.

Jeste­śmy zbyt zajęci szu­ka­niem cze­goś co w końcu “posło­dzi” tę prze­cież pła­ską, nie­atrak­cyjną i bez­sma­kową egzy­sten­cję. Bo sama w sobie nie może być atrak­cyjna; w końcu wszy­scy mamy jej pra­wie po równo — war­tość ryn­kowa niewielka.

Więk­szość ludzi nawet o tym nie wie­dząc, pogrą­żona jest we śnie. Rodzą się śniąc, żyją we śnie, we śnie zawie­rają mał­żeń­stwa, wycho­wują dzieci we śnie i we śnie umie­rają, ani razu się nie budząc. Ani przez chwilę nie uświa­da­miają sobie uroku piękna, tego co nazy­wamy ludzką egzystencją.

- Anthony de Mello.

Dosta­jemy esen­cję: mocną, aro­ma­tyczną, nie­kiedy cierpką - to fakt. Ale zamiast się nią cie­szyć, my szu­kamy spo­so­bów, aby uczy­nić ją jesz­cze lep­szą. Cze­goś doda­jemy, cze­goś odej­mu­jemy, sło­dzimy, mie­szamy, znów doda­jemy i…rozmywamy ją. Może jest mniej cierpka, może wydaje się chwi­lami lep­sza, ale prę­dzej czy póź­niej… zacznie nas mdlić.

Wię­cej pie­nię­dzy, ide­alny part­ner, kolejny gadżet, wię­cej roz­rywki, wię­cej wie­dzy, moc­niej­sze bodźce, szyb­sze rezul­taty, podziw, akcep­ta­cja; można by tak wymie­niać i wymie­niać. To wszystko staje się tre­ścią, gdy powinno być tylko dodatkiem.

Czy sta­ram się powie­dzieć, że jest coś złego w poszu­ki­wa­niu lep­szego życia? Nic z tych rze­czy. Wolał­bym jed­nak nauczyć się naj­pierw doce­niać esen­cję — jej smak, zapach, głę­bię i pro­stotę zara­zem. Dopiero wtedy mogę dodać cukru — gdy go nie potrzebuję.

I od tego trzeba by zacząć. Żeby się nie oka­zało, że her­bata już wysty­gła, a my nawet jej nie skosz­to­wa­li­śmy, bo… szu­ka­li­śmy cze­goś co uczy­ni­łoby ją lep­szą, pod­czas gdy ona sama w sobie była wystar­cza­jąco dobra.

Zupeł­nie jak z budową domu — co sta­wia się naj­pierw? No właśnie.

A na koniec oddaję głos mądrzej­szym od sie­bie (Cre­dits: Olga za info, i Prze­bu­dza­tor za materiał ).

PS. Uwiel­biam her­batę z mio­dem (no co? Nikt nie jest idealny).

Miniblog na

Dyskusja (10)

  • Czy­ta­łem, czy­ta­łem, coraz bar­dziej marsz­czy­łem brwi, zasta­na­wia­jąc się “o co Ci do cho­lery cho­dzi z tą her­batą”, ale czy­ta­łem dalej i dalej i… udało Ci się. Cie­sze się, że doczy­ta­łem do końca ;)

    Świetna meta­fora — dodać cukru dopiero wtedy, gdy go nie potrzebuję.

    Od razu sko­ja­rzyło mi się to z poszu­ki­wa­niem kobiety. Myślę, że naj­waż­niej­sze jest to, aby zacząć szu­kać dopiero wtedy, gdy jest się pew­nym, że nie jest ona nie­zbędna. W każ­dym innym wypadku jest duża szansa, że coś pój­dzie nie tak — moim zdaniem.

    Przy­jem­nie się czy­tało. Trzy­maj ten styl. Pozdrawiam.

    • Jakub, a ja pisa­łem, pisa­łem, i za cho­lerę nie wie­dzia­łem o co mi wła­ści­wie cho­dzi. Ja się więc z kolei cie­szę, że coś z tego wyszło ;)

      Kobiety? Jak naj­bar­dziej — poda­łeś ide­alny przy­kład. Dopóki ich potrze­bu­jemy, żeby wypeł­niły w nas jakąś pustkę, doputy nie będziemy mogli być z nimi naprawdę szczę­śliwi. A co naj­cie­kaw­sze — im mniej ich potrze­bu­jemy, tym bar­dziej one nas chcą; ot, taki wymysł natury.

      Przy­po­mniało mi się “Dzi­kie Serce”, gdzie Eldredge pisał: “Facet, który się zako­cha powi­nien wyje­chać do domku w górach i pozo­stać tam samot­nie przez trzy miesiące…” — coś w tym jest ;)

      Dzięki ser­deczne za dobre słowo !

  • bez wcho­dze­nia w szcze­góły… a w ramach uzu­peł­nie­nia:
    esen­cja życia zawiera się w chwili tu i teraz… co to ozna­cza? dosłow­nie ade­kwat­ność wła­snej osoby, wła­snego jeste­stwa w seg­men­cie cza­so­prze­strzeni, w któ­rej czło­wiek wła­śnie w danej chwili się znaj­duje… innymi słowy umie­jęt­ność odna­le­zie­nia samego sie­bie w chwili tu i teraz, w tej cza­so­prze­strzeni i czu­cie się z tym dobrze, poczu­cie tego, że jest się we wła­ści­wym miej­scu i cza­sie, aku­rat tam gdzie trzeba i czu­cie się dobrze z samym sobą w tej cza­so­prze­strzeni
    w osta­tecz­nym roz­ra­chunku to umie­jęt­ność delek­to­wa­nia się chwilą, doświad­cza­nia jej piękna i czer­pa­nia z tego przy­jem­no­ści…
    w japoń­skim mini­ma­liź­mie wyra­zem tego stanu, jego zapi­sem była poezja haiku, która poka­zy­wała wła­śnie taki stan… to wią­zało się ze sta­nem świa­do­mo­ści i uważ­no­ści, oraz ade­kwat­no­ści wła­snego jeste­stwa w danej chwili…

    tym­cza­sem zde­cy­do­wana więk­szość ludzi czuję się nie­ade­kwat­nych w swo­jej cza­so­prze­strzeni i ma z tego powodu kiep­skie samo­po­czu­cie… wobec powyż­szego sta­rają się zli­kwi­do­wać owe złe samo­po­czu­cie i stan swo­jej nie­ade­kwat­no­ści… poszu­kują więc apro­baty, akcep­ta­cji, suk­cesu, pie­nię­dzy, więk­szej liczby czy­tel­ni­ków bloga, dra­gów, part­nera i prze­róż­nej masy innych rze­czy wie­rząc, że jak jak w końcu otrzy­mają to będzie ok… to jest wła­śnie gania­nie za cukrem do her­baty w moim rozu­mie­niu… i w efek­cie bie­gają tak całe życie… jak we śnie…
    zamiast zatrzy­mać się i odna­leźć w swo­jej cza­so­prze­strzeni… kiedy pije się kawę, roz­ma­wia z dru­gim czło­wie­kiem, jest się biu­rze, na zaku­pach, czyta książkę, bie­rze prysz­nic, zmywa naczy­nia, upra­wia sex, pije zimne piwo w gorący, upalny letni dzień itd… odna­leźć swoją ade­kwat­ność i piękno tej chwili… esen­cję życia
    ci ludzie jed­nak tego nie widzą, bo śpią… myślą że to jest gdzieś tam przed nimi kiedy zaro­bią milion, wezmą ślub, zro­bią karierę, odniosą suk­ces… tym spo­so­bem nigdy nie są tu i teraz, nigdy nie czują się w obec­nej chwili adekwatni…

    P.S. wbrew pozo­rom to bar­dzo spre­cy­zo­wane prze­my­śle­nia odkry­wa­jące Twoją wewnętrzną doj­rza­łość i reflek­syjną naturę… ten spo­sób patrze­nia na świat, na życie to dziś nie­zwy­kła rzad­kość… masz w sobie ten szla­chetny rys duszy wojow­nika:) ogrom­nym uzna­niem i sza­cun­kiem darzę takich ludzi:) takie osoby są jak rolls royce pośród całego tłumu innych… kwe­stią gustu jest to czy rolls royce się komuś podoba czy nie (a jak wia­domo na temat gustów i kolo­rów się nie dys­ku­tuje) jedno nie ulega wąt­pli­wo­ści na pewno: to nie jest dla każ­dego, nie każ­dego na to stać i nie każdy tym będzie mógł jeź­dzić… tacy ludzie mają tę wewnętrzną war­tość, którą roz­wi­jają i pie­lę­gnują całe swoje życie, co czyni ich klasą samych dla sie­bie… to jak sztuka sta­wa­nia się bushi, szli­fo­wa­nie swo­jego wewnętrz­nego dia­mentu by nadać mu odpo­wiedni blask… i Ty wła­śnie to masz:)

  • Robert, musie­li­by­śmy poli­czyć znaki, ale bar­dzo moż­liwe, że Twój komen­tarz, nie jest dużo krót­szy od mojego tek­stu ;) Wiel­kie dzięki za to uzupełnienie.

    Ponie­kąd chyba znowu doty­kamy kwe­stii, wspo­mnia­nej nie­gdyś, pustki i tego o czym piszesz, tj. pro­blemu z poczu­ciem ade­kwat­no­ści i bycia w chwili obec­nej. Zasta­na­wiam się jak wielu z nas świa­do­mie odczuwa pracę mię­śni swo­ich nóg pod­czas spa­ceru; czuję peł­nię smaku gdy je; czy cho­ciażby zdaje sobie sprawę z tego, że oddy­cha? Mamy takie czasy, że na takie rzeczy…nie ma czasu — to raz. A dwa — to po pro­stu jest za mało atrak­cyj wg. dzi­siej­szych standardów.

    Mojej wdzięcz­no­ści za te dobre słowa z Two­jej strony wyra­zić nie spo­sób. W każ­dym razie testu­jesz mnie tu tro­chę, bo takie porów­na­nie do rolls royce’a, mogłoby zepsuć nie­jed­nego. Uru­cho­mię więc wszel­kie pokłady skrom­no­ści jakie posia­dam i po pro­stu pójdę zapa­rzyć jakiejś dobrej herbaty…bez niczego.

    Pozdra­wiam !

  • :) no dobrze :) pomi­nąw­szy całą ety­kietę i kur­tu­azję… zga­dza się cho­dzi o pustkę. Mini­ma­lizm ope­ruje nie­ustan­nie pustką… pustka nigdy nie jest punk­tem doj­ścia, pustka zawsze jest punk­tem wyj­ścia… życie i rze­czy­wi­stość to nie­koń­czący się cykl prze­miany: pustka zostaje wypeł­niona czymś, po czym nastę­puje roz­pad, powstaje pustka,która zapeł­niana jest czymś innym… i tak to się kręci

    mini­ma­lizm ope­ruje nie­ustan­nie pustką, ale robi to w spo­sób świa­domy, zaczy­na­jąc od sys­temu war­to­ści na szczy­cie któ­rego stoi poczu­cie piękna… stąd umie­jęt­ność znaj­do­wa­nia piękna w każ­dej chwili, jego świa­doma i uważna umie­jęt­ność kon­tem­pla­cji i delek­to­wa­nia się… kiedy zapa­rzasz her­batę, pijesz her­batę, bie­rzesz prysz­nic, robisz zakupy, roz­ma­wiasz, kochasz się, pra­cu­jesz, jesz jakąś potrawę… odnaj­du­jąc to piękno wypeł­niasz nim prze­strzeń pustki chwili i delek­tu­jesz się tym… wów­czas masz cał­ko­wite i pełne poczu­cie wła­snej ade­kwat­no­ści w danej cza­so­prze­strzeni… poczu­cie piękna to pod­stawa moim zda­niem… ale to nie cho­dzi o to by sie­dzieć i medy­to­wać piękno można także osią­gnąć w dzia­ła­niu… to har­mo­nia pomię­dzy inten­cją a wysił­kiem i wtedy jest ok wszystko pły­nie w natu­ralny spo­sób… to np widać tameshigiri:))

    to z czym więk­szość ludzi ma pro­blem to nie­zro­zu­mie­nie pustki: w nie­świa­domy spo­sób two­rzą pustkę, ale nie wie­dzą czym ją wypeł­nić, więc albo demony prze­szło­ści wra­cają, albo wypeł­niają ją byle czym, ponie­waż nie mają roz­wi­nię­tej tej ducho­wej war­to­ści jaką jest piękno, wraż­li­wość na piękno (jak się to mówi piękno jest pokar­mem duszy)… roz­wi­ja­nie tej wewnętrz­nej war­to­ści to tak naprawdę auten­tyczny roz­wój oso­bi­sty, który trwa całe życie… ale więk­szość ludzi nie zawraca sobie tym głowy, ponie­waż nie ma czasu na to…

    tym­cza­sem jeśli szli­fu­jesz tę wewnętrzną war­tość, z niej zaczyna w pew­nym momen­cie wypły­wać wszystko: twój spo­sób bycia, styl życia, spo­sób mówie­nia, myśle­nia, każdy gest, spo­sób wyko­ny­wa­nia każ­dej czyn­no­ści, każdy ruch, spo­sób ubie­ra­nia się, zacho­wa­nia itd itp:)))

  • Jak chcesz cie­szyć się z miliona zło­tych skoro nie umiesz cie­szyć się tysiącem?

    Jak chcesz rado­wać się masą nowych zna­jo­mych, skoro nie umiesz rado­wać się obec­no­ścią jed­nego przyjaciela?

    Jak chcesz się roz­ko­szo­wać życiem “jak z filmu”, skoro nie potra­fisz doce­nić tego, które pro­wa­dzisz teraz?

    Ludzie bie­gną za lep­szym jutrem. Zapo­mi­na­jąc, że jutra nie ma. I nigdy nie będzie. Lep­sze może być tylko teraz.

    Kupują nowe ubra­nia, dzięki któ­rym czują się lepiej. Po jakimś cza­sie ubra­nia prze­stają być nowe, więc tracą swoją “moc”. Trzeba kupić następne. Ale i one się znudzą.

    Jeżeli nie umiesz w pełni cie­szyć się tym co masz teraz, nie będziesz umiał rado­wać się tym co “zysku­jesz” na dro­dze swo­jego życia.

    Wspa­niała meta­fora. Tra­fiła do mnie na wielu poziomach.

    Twoje życie już jest dosko­nałe, a Ty znaj­du­jesz się w naj­waż­niej­szym miej­scu, wśród naj­waż­niej­szych ludzi, robiąc naj­waż­niej­sze rze­czy. Bo naj­waż­niej­sze jest teraz.

    Dopiero gdy unie­za­leż­nisz się emo­cjo­nal­nie od wszyst­kich dodat­ków będziesz umiał na prawdę je doce­niać i się nimi cie­szyć. Dopiero gdy nie będziesz ich potrze­bo­wał i nie będziesz musiał ich mieć, zdo­będą praw­dziwą war­tość. Nauczysz się nimi praw­dzi­wie rozkoszować.

    Tra­fi­łeś w samo sedno.

    W pełni rezo­no­wało ze mną to co piszesz.

    Dzięki za arty­kuł Mateuszu :)

    W kwe­stii budo­wa­nia związku. Jeżeli ktoś wycho­dzi z pozy­cji: “ooooo jestem smutny, jestem samotny, jest mi źle, potrze­buje kogoś by wypeł­nił pustkę :( :( :(“ to tak na prawdę nie szuka miło­ści swo­jego życia tylko … taniej ******. Mówiąc bar­dzo dosadnie.

    Nie chce ofe­ro­wać komuś szczę­ścia tylko wyko­rzy­stać drugą osobę by zapew­nić je sobie.

    Moim zda­niem dopiero gdy jeste­śmy szczę­śliwi sami ze sobą i czu­jemy się świet­nie w swoim życiu wycho­dząc z pozy­cji total­nego dostatku emo­cjo­nal­nego, możemy budo­wać praw­dziwe cudowne związki oparte na DAWANIU.

    Bo tak na prawdę masz już wszystko czego potrze­bu­jesz żeby być szczę­śli­wym. I możesz w pełni to smakować.

    rob — to prawda, haiku jest prze­cu­dow­nym wyra­zem TERAZ :), bycia na zewnątrz swo­jej głowy, porzu­ce­nia swo­jej prze­szło­ści i przy­szło­ści i zjed­no­cze­nia się z momentem.

    Sam czę­sto je pisuję, trak­tu­jąc to jako formę prak­ty­ko­wa­nia obecności :)

    Pozdra­wiam ser­decz­nie!
    Rafał Cupiał

  • Moim zda­niem dopiero gdy jeste­śmy szczę­śliwi sami ze sobą i czu­jemy się świet­nie w swoim życiu wycho­dząc z pozy­cji total­nego dostatku emo­cjo­nal­nego, możemy budo­wać praw­dziwe cudowne związki oparte na DAWANIU..”

    To zde­cy­do­wa­nie warto pod­kre­ślić grubą kre­ską. Tylko tak jakoś to jest zro­bione, że trzeba dostać parę kop­nia­ków w tyłek, żeby do tego dojść. A może tylko mi to tak opor­nie przyszło…

    Dzięki Rafał !

    PS. Pano­wie, zain­te­re­so­wa­li­ście mnie tym haiku i tak poszpe­ra­łem, że tra­fi­łem tutaj: http://​www​.haiku​.art​.pl/. Bar­dzo przy­jemne miejsce.

  • Mate­usz — z pew­no­ścią nie tylko Tobie opor­nie to przy­szło. Moim zda­niem nie ma wzra­sta­nia bez cierpienia :)

  • Cześć,
    Świetny wpis, i feno­me­nalne porów­na­nie życia do her­baty :)
    Nie­stety ale ludzie goniąc za nowym samo­cho­dem, tele­wi­zo­rem, wspi­na­jąc się na coraz wyż­sze szcze­ble kariery zapo­mi­nają i rezy­gnują z tego co jest w życiu naj­waż­niej­sze speł­nie­nie wła­snych marzeń. Do któ­rych ani pie­nią­dze ani cukier nie są potrzebne. Rze­czy mate­rialne to wymysł naszych cza­sów. Czy jest sens zmar­no­wać całe życie tylko po to aby mieć nowy tele­fon i wypa­sioną brykę?

    • Patryk, zdaje się, że nie bra­kuje takich, dla któ­rych jest sens. Ale tak sobie myślę, że to nie nasz pro­blem. My robimy swoje: mówimy (piszemy) to co ma być powie­dziane — a czy ktoś na tym sko­rzy­sta to już zupeł­nie inna sprawa.

      Dzięki. Dobrze Cię tu widzieć.

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Witaj na 10 Ścieżek

Mateusz StyśCześć !
Z tej strony Mateusz.

Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znaj­dziesz coś dla sie­bie. Ale uwaga… czy­tasz na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, gdyż autor cał­ko­wi­cie się od niej uchyla.

Ale skoro już tu jesteś… zagląd­nij na pod­stronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się

Komentujemy