Nikt nie przyjdzie !

Oczekiwanie

fot. http://​www​.flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​a​x​io/

Dziś nieco eks­pe­ry­men­tal­nie — krótko, bar­dzo — jak na tego bloga — krótko; bo kto teraz ma czas na czy­ta­nie? Ale jed­nak — taką żywię nadzieję — będzie z przesłaniem.

Ocze­ku­jesz kogoś w tej chwili?…

Czy­ta­łem kie­dyś taką książkę ( no to nie­źle koleś zaczyna) — “6 fila­rów poczu­cia wła­snej war­to­ści” Nathaniel’a Branden’a. Cał­kiem dobra pozy­cja, ale zapa­mię­ta­łem z niej jedno zda­nie, dokład­nie jedno, a brzmi ono: “Nikt nie przyjdzie !”.

Trzy słowa, ale jakże mocny two­rzą razem prze­kaz. Nikt nie przyj­dzie — po prostu.

Czy jesteś jedną z tych osób, które cze­kają na to aż znaj­dzie się ktoś kto je uszczę­śliwi, ktoś kto uczyni ich życie lep­szym, ktoś kto ich cze­goś nauczy?

A może, już nazbyt długo, jesteś pasyw­nym odbiorcą życia? wiecz­nym kon­su­men­tem? akto­rem odgry­wa­ją­cym w tej sztuce dru­go­pla­nową rolę?

Jeśli tak, to mam smutną wia­do­mość — nikt nie przyj­dzie ! Jesli jesz­cze się łudzisz — to prze­stań; prze­stań tra­cić czas. Jeśli myślisz, że prze­by­wa­nie po tej pasyw­nej stro­nie da Ci praw­dziwe szczę­ście — oszu­ku­jesz się.

Nie wolał­byś być twórcą tej sztuki, jej reżyserem?

Tak, żeby było bar­dziej praktycznie:

  • Jeśli tylko słu­chasz muzyki, może czas się nauczyć na czymś grać, może pośpie­wać, może wybrać na koncert?
  • Jeśli tylko czy­tasz blogi i książki, może już czas coś samemu napisać?
  • Jeśli oglą­dasz piękne zdję­cia zro­bione przez kogoś, może już czas samemu takie zacząć robić?
  • Jeśli oglą­dasz w tele­wi­zji pro­gramy o goto­wa­niu, to możeby tak… coś w końcu dobrego ugotować?
  • Jeśli cze­kasz na kogoś lub coś co zmieni Twoje życie — może już czas wyjść na zewnątrz i samemu tego kogoś lub cze­goś poszukać?

Ja też kie­dyś cze­ka­łem na kogoś kto powie mi: “Bądź aktyw­nym uczest­ni­kiem życia, nie tylko odbiorcą; twórz je, a nie graj w nim dru­go­pla­no­wej roli.” Ale nikt nie przy­szedł. Nikt się nie poja­wił. Nic dziw­nego. Dopiero odważna decy­zja i skok na głę­boką wodę otwo­rzyły nie­znane wcze­śniej moż­li­wo­ści i pozwo­liły tę prawdę zro­zu­mieć; i dopiero wtedy poja­wił się nauczy­ciel — gdy byłem gotowy się uczyć.

A przy­jem­no­ści z two­rze­nia trudno z czymś porów­nać; trudno z czymś porów­nać przy­jem­no­ści z utraty poczu­cia czasu, o czym pisał ostat­nio Krzy­siek (no może by się coś zna­la­zło, ale nie prze­szłoby przez cen­zurę…). Znasz to uczu­cie? Fajne, nie? To taki “flow”, który wcale nie musi trwać tylko przez chwilę.

Ponad wszystko znajdź swój “flow” (jeśli jesz­cze go nie zna­la­złeś); swój, wła­sny per­ma­nenty stan zado­wo­le­nia. Nie cze­kaj, bo nikt i nic samo nie przyjdzie.

Pro­ście, a będzie wam dane. Szu­kaj­cie a znaj­dzie­cie. Pukaj­cie a będzie wam otworzone.

Cóż innego kryje się w tym cyta­cie z Pisma Świę­tego, jeśli nie zapro­sze­nie do aktywności?

Cytuję Biblię bo, po pierw­sze — niby czemu nie? po dru­gie — czas to ide­alny, a po trze­cie — myślę, że nawet dla ate­isty to lek­tura obowiązkowa.

A na koniec — Weso­łych Świąt, peł­nych praw­dzi­wych, głę­bo­kich rela­cji z innymi lub ze samym sobą –to dla tych, któ­rzy spę­dzają ten czas w samot­no­ści. A tym, którzy będą mogli (pra­wie się do nich zali­czam), nieco na prze­kór, życzę mnó­stwa przy­jem­no­ści z nic nie robie­nia… A co — cza­sem można.

Weso­łych i do napisania/​przeczytania w Nowym Roku (będzie się działo).

Miniblog na

Dyskusja (17)

  • Skoro krótko, to krótko ;)

    W zasa­dzie powta­rzam to prak­tycz­nie w co dru­gim arty­kule powią­za­nym z moty­wa­cją. Jaka jest naj­bar­dziej sku­teczna metoda sku­tecz­nego działania?

    1. Get star­ted.
    2. Keep going.

    Znane też sze­rzej jako “Rusz dupę!”.

    Swoją drogą, zasta­na­wia­łeś się kie­dyś co zro­bić, żeby stwo­rzyć tekst/​video/​cokolwiek co po prze­czy­ta­niu da komuś kopa zawsze i wszę­dzie?
    Oso­bi­ście, póki co, naj­le­piej tra­fia do mnie metoda Kevina Hogana: wyobraź sobie dokład­nie swoje wyma­rzone życie. A teraz zobacz wszyst­kie róż­nice mię­dzy nim, a obecnym.

    Enjoy.
    I weso­łych :)
    Ja dla odmiany dam sobie pre­zent i popra­cuję. Lubię, a co. Strony same się nie postawią ;]

  • znane też sze­rzej jako “Rusz dupę!” — zdecydowanie to mi bar­dziej pasuje ;)

    Co do cze­goś co dawa­łoby kopa zawsze i wszę­dzie, to powiem Ci, że nie zasta­na­wiam się nad takimi rze­czami, bo jakoś prze­sta­łem poszu­ki­wać takich “kopów moty­wa­cyj­nych”; bywają co prawda świetne, ale zazwy­czaj dzia­łają krótko. Ostat­nio wolę się­gać do wewnątrz po moty­wa­cję. Na razie się znajduje ;)

    PS. Ja też lubię, ale dla odmiany sobie nie popra­cuję — bło­gie leni­stwo, cho­ciaż te parę dni; przyda się.

    Dzięki za wizytę i Twój pierw­szy komentarz.

    Pozdra­wiam

  • Hej Mate­usz :)

    Dzięki za ten wpis.

    A już myśla­łem, że zosta­wię pierw­szy komen­tarz, a tu Kuba mnie wyprze­dził gdy tylko na chwilę uda­łem się do kuchni zro­bić sobie mate :P

    *****

    Nikt nie przyjdzie.

    Nawet gdyby prze­cho­dził obok to skąd wiesz, że go zauwa­żysz. Skąd wiesz, że to będzie on. Skąd wiesz, że go rozpoznasz.

    A nawet jeżeli.

    Skąd wiesz, że on roz­po­zna Ciebie.

    *****

    A jakie to ma znaczenie?

    Chyba naj­wyż­szy czas zro­bić jedyną rzecz, którą możesz zro­bić by żyć peł­niej. Pod­jąć działanie.

    Tylko nie­ustanne świa­dome podej­mo­wa­nie dzia­ła­nia, cał­ko­wi­cie unie­za­leż­nione od rezul­ta­tów jakie osią­gasz, pozwala Ci się roz­wi­jać, wyska­ki­wać ze swo­jego boksa i kształ­to­wać swoje życie niczym rzeźbę.

    To praw­dziwa sztuka.

    Co do punktu:
    “Jeśli cze­kasz na kogoś lub coś co zmieni Twoje życie — może już czas wyjść na zewnątrz i samemu tego kogoś lub cze­goś poszukać?”

    –może już czas wyjść na zewnątrz i zna­leźć tych, któ­rzy cze­kają na Cie­bie żebyś zmie­nił ich życia? I poka­zać im, że cała siła i odpo­wie­dzial­ność za prze­mianę spo­czywa wyłącz­nie na nich. I że są nie­za­leżni. I praw­dzi­wie wolni.

    To dopiero byłby pre­zent gwiazdkowy :)

    Jesz­cze raz dzięki za wpis.

    *****

    Co do komenta Kuby.

    Abso­lut­nie i w pełni popie­ram dwu­punk­tową metodę sku­tecz­nego dzia­ła­nia. Przez całe życie nie spo­tka­łem się z lepszą :)

    Pod­ję­cie dzia­ła­nia i utrzy­ma­nie deter­mi­na­cji jego kon­ty­nu­owa­nia. To wszystko czego potrzebujesz.

    Jeżeli cho­dzi o tech­nikę Hogana to kie­dyś pro­po­no­wa­łem ją kilku oso­bom (nie wie­dząc w sumie, że jest hoga­nowa). Reak­cje nie­stety były pt. “ja pie­przę, nie ma sensu się nawet za to zabie­rać, no trudno, nie będę się doło­wał” zamiast motywacji :(

    W sen­sie same sie­bie przy­tło­czyły swoją wizją.

    Ja nato­miast bar­dzo dużo eks­pe­ry­men­tu­jąc z zen, zarówno z medy­ta­cją jak i z ramami, posta­no­wi­łem zaapli­ko­wać w swoim życiu “umysł początkującego”.

    Gdy pod­cho­dzisz do każ­dego swo­jego zada­nia ze świe­żym umy­słem, zdu­mie­niem, cie­ka­wo­ścią, jak­byś wyko­ny­wał je pierw­szy i ostatni raz w życiu, to z auto­matu odpala się potężny stan motywacji.

    To jak pierw­sza jazda samo­cho­dem. Pierw­sze waka­cje w egzo­tycz­nym kraju. Pozna­nie nowej wspa­nia­łej osoby.

    Życzę Wam pano­wie Weso­łych I Praw­dzi­wie Pozy­tyw­nych Świąt :)

    Dobrze, że jesteście.

    Trzy­maj­cie się!

    • To może w takim razie mój mały pry­watny fetysz na moty­wa­cję “od” ;)

      Spraw­dzę umysł począt­ku­ją­cego przy pisa­niu, brzmi faj­nie. Jestem cie­kaw jak w dłuż­szej per­spek­ty­wie czasu będzie kon­ku­ro­wał z har­mo­no­gra­mem i rutyną (min­se­towo. rozu­miem, że nie muszę zmie­niać roz­kładu dnia;)), ale jeśli będzie lepszy/​równie dobry to biorę.

      Jak to ładnie było… “Suk­ces nie nad­cho­dził, więc zebra­łem się i posze­dłem po niego”. Czy jakoś tak ;)

  • Rafał, Ty mi tu o mate, a ja już muszę iść spać… Ale nic to, nad­ro­bię w Święta, zwłasz­cza, że dotarła już paczka z moc­nym towarem ;)

    Takich pre­zen­tów gwiazd­ko­wych, o któ­rych piszesz, życzyć by można każdemu.

    Dzięki za komen­tarz. Jak zwy­kle można na Cie­bie liczyć ;)

    Weso­łych !

  • Kuba pisząc “har­mo­no­gram i rutyna” masz na myśli budo­wa­nie nawyków?

    Utrzy­ma­nie sho­shin (umy­słu począt­ku­ją­cego) przy codzien­nej ruty­nie i powta­rzal­no­ści tych samych wzor­ców jest nie lada wyzwa­niem i praw­dziwą prak­tyką zen.

    Gdy dotrę do momentu, w któ­rym będę w sta­nie przez cały czas utrzy­my­wać sho­shin to będzie praw­dziwy odjazd :)

    Na chwilę obecną, jak w wielu kon­tek­stach, korzy­stam z hybrydy: do rze­czy, które chce zauto­ma­ty­zo­wać buduję nawyki (siłow­nia, robie­nie posił­ków, tre­ning szyb­kiego czy­ta­nia i pamięci) a umysł począt­ku­ją­cego włą­czam wedle uzna­nia. Sta­ra­jąc się to robić jed­nak jak najczęściej.

    Przy rze­czach, któ­rym nadaję duże zna­cze­nie pra­wie zawsze utrzy­muję shoshin.

    Ideą zen nato­miast jest by utrzy­my­wać umysł począt­ku­ją­cego przy każ­dej czyn­no­ści, którą wyko­nu­jesz. Przy myciu zębów, wią­za­niu butów, sma­ro­wa­niu kanapki. To zupeł­nie inna jakość życia i stan świadomości.

    Mate­usz, wła­śnie roz­po­czy­nam swoją przy­godę z mate :) Smak jest … oryginalny :)

    Ale dzia­ła­nie rewelacyjne.

    Jakieś porady i pro­po­zy­cje od doświad­czo­nego yerba– matowca?

    Pozdra­wiam :)

    • Tak, dokład­nie to mam na myśli.

      Wła­śnie do cze­goś skraj­nie zapla­no­wa­nego z mojej per­p­sek­tywy jak pisa­nie (dia­log wewnętrzny: za 2 dni ma byc arty­kuł, a Ty jesteś tym który ma to zro­bić, koniec dys­ku­sji) chcę sobie wrzu­cić umysł począt­ku­ją­cego. Co za sztuka jarać sie nowo­ściami, kiedy są to nowo­ści kótrymi się jaram? ;)

      Sporo pomy­słów zen znam, tylko po pro­stu mam swoje. A ten spraw­dzę znowu.

      Mate jest suuuuuper. Spe­cy­fika mojego orga­ni­zmu jest taka, że potra­fię przy­jąć odpo­wied­nik 5l ener­ge­tyka i iść spać a po mate mnie nosi :D Atm nie pasuje mi nie­stety do odży­wia­nia i żyję bez niej.
      Z moich doświad­czeń: pobaw się dodat­kami typu imbir ;)

      • Mam nadzieję, że mi Mate­usz wyba­czy zbo­cze­nie z tematu, ale jeśli już dys­ku­tu­je­cie o mate, to się tro­chę dopy­tam. Jakie zauwa­ża­cie efekty oprócz ener­ge­tycz­nego kopa? Sma­kuje Wam? Bo nie­któ­rzy to się katują, aby tylko wypić. Gdy­bym chciała kupić ten cały zestaw do parze­nia mate, to na co zwró­cić uwagę?

        PS. Rów­nież życzę wszyst­kim czy­tel­ni­kom weso­łych i spo­koj­nych świąt! :)

        • Ja w zasa­dzie, po NLPer­sku :P, posta­no­wi­łem że mi będzie sma­ko­wać i zro­bi­łem tak, że mi teraz sma­kuje. Kwe­stia naucze­nia się i tyle. Tro­chę jak picie whi­skey — nie rodzisz się lubiąc whi­skey, ale możesz spra­wić, że będziesz lubił.

          Pod­krę­cona praca nerek i bio­rąc pod uwagę ilość kofe­iny we krwi to chyba pod­krę­cona prze­miana mate­rii (suma­rycz­nie jesz tyle co nor­mal­nie, przy czym wiem, że na kawie czy ener­ge­ty­kach ludziom wyłą­cza się łaknienie).

          Na co zwró­cić uwagę to długi temat. Jak wrzu­cisz w google “yerba mate” to wysko­czy stronka ze świet­nym (“jak Majew­ski przy­ka­zał” :P) skle­pem inter­ne­to­wym zin­te­gro­wana z forum i tam dowiesz się wię­cej niż potrzeba nawet.

          • Kur­desz, a ja polu­bi­łem whi­skey od pierw­szego skosz­to­wa­nia. On the rocks oczywiście :)

  • Magda, wła­ści­wie Jakub powie­dział wszystko. Mogę tylko potwier­dzić, że to kwe­stia ilo­ści. Im wię­cej będziesz pić tym bar­dziej będzie sma­ko­wać — jak z whi­sky czy winem — dokładnie.

    Możesz ewen­tu­al­nie się­gnąć po mate sma­kowe, ale mi na przy­kład one zupeł­nie nie podchodzą.

    Oprócz kopa ener­ge­tycz­nego, który można osią­gnąć rów­nież kawą, cha­rak­te­ry­styczne dla mate jest to dziwne ‘roz­ja­śnie­nie umy­słu’; po kilku zala­niach, pomy­sły przy­cho­dzą nie wia­domo skąd i trudno skoń­czyć pra­co­wać. A może tylko ja tak mam?

    Weso­łych !

  • Zaaaaaje­bi­sty arty­kuł. Ja zawsze powta­rzam, że trzeba po pro­stu two­rzyć swoje życie :) “Jeżeli chcesz być szczęśliwy…to bądź” :)

    • Dobrze sły­szeć Michał… ale wiem, że Ci się podoba tylko dla­tego, że do Cie­bie podlinkowałem ;)

      • Gdyby tak było to nie poja­wił­bym się tutaj dzi­siaj, żeby prze­czy­tać raz jeszcze ;)

  • To ja dopy­tam dalej :)

    Po kawie się źle czuje, mam skoki ciśnie­nia. Czy mate działa podob­nie jeśli cho­dzi o kofeinę?

    A co do arty­kułu to dwa dni temu oglą­da­łem film z Car­reyem “Yes man”. Tro­chę prze­śmiew­czo są w nim poka­zane “spo­tka­nia roz­wo­jowe” ale… ile w prawdy w tej filozofii. :)

    • Zro­bi­łem kie­dyś test z jedną z naj­moc­niej­szych mate (czer­wona Cruz de Malta) — zmierzyłem ciśnie­nie przed i po wypi­ciu paru zalań — pozo­stało na tym samy pozio­mie. Dziwne to, bo odczuwa się mocne pobu­dze­nie więc można by się spo­dzie­wać skoku ciśnie­nia, ale nie.

      Jeżeli cho­dzi o dzia­ła­nie kawy i yerby to ta druga wygrywa zde­cy­do­wa­nie. Sprawdź, fajne uczu­cie — inne niż po kawie. A samej kofe­iny mate ma podobno mniej niż zie­lona herbata.

      Ale offtopa zrobiliśmy ;)

  • No to jak wypró­buje to podzielę się infor­ma­cją jak to było u mnie.

    Co do offtopa, ważne że jest inte­re­su­jący i dzięki temu wię­cej osób zacznie jaśniej rozu­mo­wać. Skoro też tyle o tym gadamy, a wydaje mi się, że yerba jest jesz­cze mało popu­larna, to od razu przed oczami poja­wił mi się dobry biznes :)

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Witaj na 10 Ścieżek

Mateusz StyśCześć !
Z tej strony Mateusz.

Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znaj­dziesz coś dla sie­bie. Ale uwaga… czy­tasz na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, gdyż autor cał­ko­wi­cie się od niej uchyla.

Ale skoro już tu jesteś… zagląd­nij na pod­stronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się

Komentujemy