Z klubów nocnych Manhattanu do wybrzeży Afryki – inspirująca historia Scott’a Harrison’a

Scott Harrison z charity:water

Scott Harrison. Fot. http://www.flickr.com/photos/siliconprairienews/

W Liberii spotkałem ludzi, którzy żyją za mniej niż $365 rocznie – to tyle ile zdarzało mi się wydawać na butelkę wódki Grey Goose, w prestiżowym klubie nocnym. Przed napiwkiem.

Przez lata zajmował się promowaniem najbardziej ekskluzywnych imprez i klubów nocnych Nowego Jorku. Mieszkał w luksusowym apartamencie, prowadził BMW, bywał w najdroższych lokalach, nie stronił od alkoholu i narkotyków. Jak sam twierdzi, był duchowym bankrutem, egoistą i bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Potrzebował zmiany – i ta zmiana przyszła. Nie wiedział jeszcze wtedy, że jego życie wywróci się do góry nogami…

Scott Harrison, bo o nim mowa, jest dziś szefem fundacji, która przez ostatnie trzy lata zapewniła dostęp do czystej wody ponad 1,8 miliona ludziom w Azji i Afryce.

Charity:water, której jest twórcą, to nie tylko fundacja charytatywna, ale także – a może przede wszystkim – marka. To właśnie talent Harissona do jej budowania sprawił, że jego inicjatywa się powiodła.

Ten talent pozwolił mu żyć jak król na bogatych ulicach Manhattanu, i dokładnie ten sam talent umożliwił mu stworzenie przedsięwzięcia dzięki któremu, całe rodziny w najbiedniejszych regionach świata, mają dziś dostęp do czystej wody – absolutnej podstawy życia i zdrowia.

Książę Nowego Jorku w Afryce

W 2004 roku Scott (wtedy dwudziestoparolatek) postanowił diametralnie zmienić swoje życie. Zdecydował się powrócić do wiary chrześcijańskiej, którą porzucił mając 18 lat, i zacząć pomagać innym. Jak się okazało, nie było to łatwe, gdyż żadna organizacja charytatywna nie widziała u siebie miejsca dla promotora klubów nocnych.

W końcu udało mu się znaleźć fundację, która musiała go przyjąć, tylko dlatego, że nie znalazł się żaden inny chętny. Zaciągną się więc na tzw. pływający szpital, należący do fundacji Statki Miłosierdzia (organizacja zajmująca się dostarczaniem pomocy medycznej w najbiedniejszych regionach świata).

Jako fotoreporter – wolontariusz towarzyszył gronu lekarzy, spośród których, znaczna część zostawiła wygodne życie w Stanach, aby pomagać potrzebującym w Afryce.

Jak się później miało okazać, na tym kontynencie spędził kilka kolejnych miesięcy. To co zobaczył i to co uwiecznił na zdjęciach, zmieniło jego życie o 180 stopni.

Podczas gdy na Manhattanie luksusem wydawała się wódka w klubie za 365 dolarów, tu – w Afryce, luksusem była woda – zwyczajna, czysta woda. Odkrył, że to jej zanieczyszczenie jest przyczyną większości chorób dręczących tamtejszych mieszkańców, a także wielu innych problemów z tym związanych.

Wsiadając na statek czułem się jak nędzarz. Zamieniłem wygodne, przestronne mieszkanie w śródmieściu na ciasną kabinę z piętrowymi łóżkami i karaluchami. Ale na lądzie znów poczułem się jak książę. A właściwie, jak król – człowiek, który ma łóżko, czystą wodę do picia i jedzenie w żołądku.

Po powrocie do Nowego Jorku wiedział, że nie może wrócić do poprzedniego życia. Postanowił, że założy fundację zajmującą się dostarczaniem wody tam, gdzie najbardziej jej brakuje. Co ciekawe, był wtedy spłukany i spał na kanapie u znajomego.

Jego przedsiębiorczość i zdolności marketingowe sprawiły jednak, że pomysł – choć początkowo tak nierealny – zaczął przeradzać się w rzeczywistość. W 2006 roku powstała charity:water – fundacja, która cztery lata później, w ciągu jednego roku, zebrała ponad 16 milionów dolarów datków. Te pieniądze pozwoliły odmienić życie wielu ludzi.

Dziewczynka pije czystą wodę

Dziewczynka pije czystą wodę z jednej ze studni wykopanych przez charity:water.
Fot. http://www.flickr.com/photos/sacca

Zrobić to inaczej; zrobić to dobrze

Sama idea – nawet ta najszczytniejsza – jest bezwartościowa, jeżeli nie można jej przełożyć na realne życie. Scottowi udało się to zrobić. Mało tego – on zrobił to najlepiej jak było można.

Już na początku drogi przyjął kilka założeń, które miały odróżnić charity:water od innych fundacji:

  • Każdy ofiarowany dolar ma trafić do potrzebujących
    100% datków będzie inwestowane w projekty w terenie. Koszty administrowania fundacją zaś pokrywane będą z osobnego funduszu, wspieranego przez najbardziej oddanych darczyńców i ludzi bliskich organizacji.
  • Zupełna przejrzystość
    Zarówno w sprawach finansowych jak i w realizowanych projektach. Dzięki technologii GPS i Google Earth każdy może zobaczyć gdzie zbudowana została np. nowa studnia (Do sprawdzenia tutaj).
  • Zadbać o wizerunek
    Wizerunek fundacji, zwłaszcza design, musi być na najwyższym poziomie (w odróżnieniu od wielu innych organizacji, które nie przywiązują do tego wielkiej wagi).
  • Zbudować markę
    Trzeba stworzyć markę i wykorzystać wszelkie kreatywne formy promocji, aby trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Posłużyć się przede wszystkim nowymi mediami i serwisami społecznościowymi takimi jak Facebook, Twitter, YouTube.

Nie ma wątpliwości, że te założenia udało się zrealizować, i, jak się okazało, był to klucz do sukcesu. Fundacja dzięki pomysłowym akcjom marketingowym szybko zyskała rozgłos. Harrison przekonał do współpracy kilka, znanych na amerykańskim rynku, marek.

W końcu udało się też trafić do telewizji. Szefowie jednej z większych sieci telewizyjnych w USA zgodzili się udostępnić fundacji czas antenowy, wart milion dolarów, zupełnie za darmo. Przesłanie trafiło do 23 milionów ludzi, oglądających w tym czasie finał Super Bowl.

Kampanie charity:water mocno uderzają w świadomość ludzi, poruszają i mogą się podobać.

Realna siła działania

Na świecie jest około miliarda ludzi bez dostępu do czystej wody. Oznacza to mniej więcej tyle, że co siódmy z nas nie ma możliwości zaspokojenia tej podstawowej potrzeby życiowej. Przerażające, ale prawdziwe.

Fundacja Harrisona robi to co musi być zrobione – realnie, tu i teraz. Jak sam mówi: „Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?”

Od początku swojego powstania charity:water zaangażowała się w prawie 4 tys. projektów, które zapewniły dostęp do czystej wody niemalże 1,8 miliona ludzi w 20-stu krajach świata. To nie są tylko liczby na papierze – oni naprawdę robią różnicę.

Mimo sporych sukcesów ambicje pozostają duże. Do 2020 roku fundacja chce zapewnić dostęp do wody 100 milionom osób i mają już konkretne plany jak to zrobić.

Gdy uda się osiągnąć ten cel, na świecie nadal pozostanie około 900 milionów ludzi w potrzebie – ogromne wyzwanie.

Warto zobaczyć: Infografika dotycząca wody i skali problemu

Odnaleźć sens

Czytając taką biografie w wielu z nas pojawić się może podziw, w innych być może niedowierzanie; wszak to historia niczym z hollywodzkiego filmu, a i zaufanie do tego typu fundacji bywa ograniczone. Będą też tacy, którzy pomyślą, że chociaż chcieliby zrobić coś wartościowego, to brakuje im talentu, pieniędzy, wiedzy.

Jednak, tak na dobrą sprawę, każdy z nas ma jakieś umiejętności, możliwości, znajomości, zasoby i nawet jeśli występują one w niewielkich ilościach, to my jesteśmy tymi, którzy decydują jak ich używać. Możemy albo trwonić to wszystko na bezcelowe życie – tak jak robił to Harrison na Manhattanie – lub wykorzystać to co zostało nam dane do tworzenia rzeczy wartościowych i potrzebnych, do zmieniania na lepsze nie tylko nas samych, ale i najbliższego otoczenia, a w przypadku niektórych… kto wie, być może życia sporych grup ludzi, całych społeczności i świata.

Ważne pytanie, które musimy sobie zadawać jak najczęściej to: „po co?”. Dla Harissona odpowiedź jest prosta – żeby zapewnić ludziom dostęp do czystej wody.

Jeśli chcemy być bogaci, wolni finansowo, wpływowi, silni, pewni siebie – musimy wiedzieć po co. Co zrobimy gdy już będziemy to mieć? Jaką różnicę to zrobi w świecie?

Jeszcze niedawno gdyby ktoś zapytał mnie dlaczego chcę być wolny finansowo, odpowiedziałbym: aby spełniać swoje marzenia. Dziś ta odpowiedź wydaje mi się co najmniej niepełna, żeby nie powiedzieć płytka. Fakt – miałbym masę czasu, mógłbym podróżować, mieszkać gdzie chce, uczyć się języków. Tylko jakie to ma znaczenie? Życie szybko minie i jeśli ma być definiowane ilością jedzenia, które skonsumowałem, odpadków, które wyprodukowałem i papieru toaletowego, który zużyłem to trochę kiepsko to wygląda.

Ponad pustymi frazesami

Wielkie słowa nabierają znaczenia wtedy gdy wprowadzamy je w czyn. Wtedy gdy ubrudzimy ręce w ziemi kopiąc studnię dla setek ludzi w Afryce; gdy przeznaczamy część naszych dochodów na pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebują; ale także wówczas, gdy poświęcimy czas komuś, kto potrzebuje rozmowy, rozśmieszymy kogoś smutnego czy odciążymy kogoś przeładowanego obowiązkami. To są bardzo proste rzeczy, które powinny być częścią życia każdego z nas.

Nikt nie jest idealny i nikt być nie może. Możemy za to starać się być nieco lepszymi dziś, niż byliśmy wczoraj. Tu jest różnica. Wielu z nas wydaje się jednak, że jesteśmy w porządku tylko dlatego, że nie krzywdzimy innych. Ale – tak patrząc prawdzie w oczy – czy to aby nie za mało?

Musimy wziąć na siebie odpowiedzialność. Jeśli możemy zrobić różnicę, jeśli mamy możliwość zmiany czegoś na lepsze – mamy obowiązek to robić. Scott robi to na codzień.

Interesujące fakty:
  • Około 88% zakażeń różnego rodzaju bakteriami na świecie jest bezpośrednio połączone z brakiem dostępu do czystej wody i środków sanitarnych.
  • Nieco ponad 300 mln Amerykanów zużywa średnio 30 razy więcej wody niż miliard ludzi w krajach trzeciego świata.
  • Zaledwie 20 dolarów może jednej osobie zapewnić dostęp do czystej wody na lata.
  • Największy darczyńca charity:water to Michael Birch – założyciel serwisu społecznościowego Bebo. Na początku nieufny tego rodzaju organizacjom, chciał ufundować jedną studnię za 5 tys. dolarów. Następnego dnia okazało się, że przelał na konto fundacji równy milion. Do tej pory potroił tę sumę.
  • Wśród ludzi wspierających fundację są między innymi aktor Edward Norton i znany dobrze internetowej społeczności Gary Vaynerchuk.
Przydatne linki:
Słowem zakończenia

Na koniec mam prośbę do wszystkich tych, których w jakiś sposób zainspirowała ta historia. Podzielcie się z innymi linkiem do tego posta, lub do innego źródła na temat tego problemu.

Świadomość społeczeństwa w tej kwestii nie jest wystarczająca, i jeśli można ją jakoś poszerzać – to jest to coś co trzeba robić. Z góry wielki dzięki.

I ostatnia rzecz. Wiem, że panuje wśród nas wiele przekonań dotyczących pomocy charytatywnej. Niektórzy uważają to za naiwność, inni nie wierzą w skuteczność działań takich organizacji, jeszcze inni w ich uczciwość.

Podziel się swoją opinią w tej kwestii .Czy wierzysz w skuteczność działań fundacji charytatywnych? Czy generalnie im ufasz? Jeśli tak, to jakim i dlaczego?. Zapraszam do dyskusji.

Miniblog na

16 komentarzy

  • „Jak się póź­niej miało oka­zać, na tym kon­ty­nen­cie spę­dził kilka kolej­nych mie­sięcy. To co zoba­czył i to co uwiecz­nił na zdję­ciach, zmie­niło jego życie o 360 stopni. ”
    zmiana o 360stopni to żadna zmiana :) tzn. zatoczył koło i wrócił na stare tory? :) powinno być raczej o 180 stopni tzn. w dokładnie przeciwnym kierunku niż do tej pory

    • Lukaz – słusznie rzekłeś. To już moja kolejna wpadka związana z liczbami na blogu. Cóż, nigdy nie byłem w nich dobry ;)

      Dzięki za korektę.

  • Dobry wpis :) Pisz częściej.

    • Dzięki Michał. Pisałbym częściej, ale coś sensownego przychodzi mi do głowy najwyżej dwa razy w miesiącu ;)

  • No własnie. Jakoś faktycznie nie ufam takim organizacjom charytatywnym. Być może to dlatego, że często są skoligacone z kościołem, który często chce być postrzegany jako źródło dobroci, a kościołowi własnie nie ufam. Zresztą, to jest szersza kwestia, czy pomagając słabszym działamy zgodnie z (naszą ludzką) naturą czy wbrew jej, czy pomagając faktycznie pomagamy, itp.

    Odpowiadając na pytanie, wierzę w ich skuteczność (zresztą to są wymierne fakty, więc nie chodzi chyba o wiarę), ale im nie ufam. Choć linka do ich strony u siebie i tak dałem. Niech stracę. ;)

    • To fakt, jest sporo chrześcijańskich organizacji charytatywnych pośrednio czy bezpośrednio z Kościołem związanych. Jednych to będzie odrzucało innych wręcz przeciwnie. Ja jestem w tej drugiej grupie, ale tu każdy ma prawo do własnych przekonań.

      Z tym pomaganiem to rzeczywiście nie zawsze jest tak różowo. Na przykład pompowanie pieniędzy w Afrykę mija się z celem. Trzeba dawać rybę, a nie wędkę. Dlatego przekonują mnie takie projekty jak charity:water. Konkretne działania: budujemy studnie – ludzie mają czystą wodę. Proste i skuteczne, a do tego pełna przejrzystość.

      • Nie ma tu żadnej przejrzystości. I to jest istotą problemu, niestety.

        OK, budujemy na Mokotowie bankomat z darmową gotówką, i światowy kryzys mamy za sobą, co? Wiemy, że nie. Woda w Afryce nie jest tym samym, czym u nas. Towar deficytowy zawsze ktoś kontroluje. Kto tam kontroluje wodę? Czy na pewno ta nowa studnia będzie źródłem wody, czy tylko źródłem satysfakcji dla kogoś w USA, że te swoje $25 dał na słuszny cel? A może będzie źródłem dochodu dla kogoś, kogo (mam nadzieję) nigdy nie poznamy, i źródłem cierpienia dla tamtejszych ludzi? Pytań w rzeczywistości jest więcej, niż odpowiedzi. Obawiam się, że odpowiedzi poprawiających humor jest jeszcze mniej.

        • Aleksander – nie podzielam twojego sceptycyzmu, chociaż cieszę się, że zwracasz uwagę na ważne aspekty, które często pomija się myśląc nazbyt idealistycznie.

          Naiwnym byłoby założenie, że zbudujemy studnię i wszyscy będą szczęśliwi; tu trzeba bardziej kompleksowego podejścia i przekonano się o tym dopiero po wielu nieudanych próbach.

          Jeżeli chodzi konkretnie o charity:water, to sporo ich projektów powstaje przy różnego rodzaju ośrodkach medycznych i edukacyjnych, a także wśród społeczności. Wiem, że w tym ostatnim przypadku dbają o równy dostęp do wody poprzez powoływanie spośród lokalnych mieszkańców specjalnych grup strażników, które mają za zadanie opiekowanie się taką studnią.

          Nie wiadomo jak to rzeczywiście wygląda w praktyce; na pewno nie jest idealnie, ale z drugiej strony nawet jeśli tylko 50% procent pomocy trafia tam gdzie trzeba to chyba jednak warto.

  • Nie mówię, że nie warto. Dlatego też umieściłem linka na blogu. Jednak nie wpłaciłbym swoich pieniędzy, jeśli mam być szczery.

  • Jeden napisze parę zdań, ktoś inny doda linka, powie znajomemu, ktoś inny wpłaci kasę – ważne żeby coś robić i dobrze, że robimy.

    Dzięki!

  • Jeśli chodzi o organizacje charytatywne każdy ma jakieś tam wątpliwości. Pamiętam głośną aferę ze dwa lata temu, która dotyczyła Owsiaka. Jeśli nie wierzysz, że ten człowiek naprawdę przyczynia się do poprawy warunków hospitalizacji i leczenia najmłodszych, przejdź sięna najbliższy odział neonatologi i popatrz na te urządzenia. Te z nich, które mają naklejone serduszko WOŚPu, są zakupiona właśnie przez fundacje Pana Owsiaka. Podzielam zdanie Mateusza – nawet jeśli 50% darowizn trafia do potrzebujących – warto to robić! Z książki „Zdążyć przed Panem Bogiem” pamiętam jeden cytat „Największy błąd popełnia ten, kto myśląc, że niewiele może – nie zrobi nic”.

  • Owsiaka akurat znam i jego zapał szanuję, choć nie oddał mi 4 płyt, które mu pożyczyłem przed orkiestrą kilka lat temu. Mają tam straszny bałagan w fundacji z ogromną ilością wolontariuszy.

    Powtórzę, to nie jest kwestia wiary. Fakt, że wiele sprzętu zakupiono. Fajnie. Ale co? Mamy w związku z tym wszyscy tmieć takie same poglądy?

    • Oczywiście, że każdy ma prawo do własnych poglądów. Szanuję Twoje zdanie na ww. temat. Mój komentarz nie był bezpośrednio skierowany do Ciebie, ale ogólnie do ludzi, czytelników. Wiem, że używanie słów wiara/niewiara trochę jest tu nie miejscu. Nie chciałam Cię urazić, jeśli to zrobiłam – przepraszam.

      • Też przepraszam. Jakoś czasem tracę dystans. :)

  • Ciekawa dyskusja nam się tu rozwinęła. O to właśnie chodziło.

    Generalnie chyba jest tak, że ludzie mają ograniczone zaufanie do różnego rodzaju instytucji. Słowo „fundacja” też jakoś dobrze się w Polsce nie kojarzy, co wzięło się głównie z kilku przekrętów na początku lat 90′-tych.

    Teraz też idealnie nie jest, ale cóż – robić coś trzeba.

Skomentuj

Witaj na 10 Ścieżek

Cześć !
Z tej strony Mateusz. Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie. Ale uwaga... czytasz na własną odpowiedzialność, gdyż autor całkowicie się od niej uchyla. Ale skoro już tu jesteś... zaglądnij na podstronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się