Z klubów nocnych Manhattanu do wybrzeży Afryki — inspirująca historia Scott’a Harrison’a

Scott Harrison z charity:water

Scott Har­ri­son. Fot. http://​www​.flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​s​i​l​i​c​o​n​p​r​a​i​r​i​e​n​e​ws/

W Libe­rii spo­tka­łem ludzi, któ­rzy żyją za mniej niż $365 rocz­nie — to tyle ile zda­rzało mi się wyda­wać na butelkę wódki Grey Goose, w pre­sti­żo­wym klu­bie noc­nym. Przed napiwkiem.

Przez lata zaj­mo­wał się pro­mo­wa­niem naj­bar­dziej eks­klu­zyw­nych imprez i klu­bów noc­nych Nowego Jorku. Miesz­kał w luk­su­so­wym apar­ta­men­cie, pro­wa­dził BMW, bywał w naj­droż­szych loka­lach, nie stro­nił od alko­holu i nar­ko­ty­ków. Jak sam twier­dzi, był ducho­wym ban­kru­tem, ego­istą i bar­dzo nie­szczę­śli­wym czło­wie­kiem. Potrze­bo­wał zmiany — i ta zmiana przy­szła. Nie wie­dział jesz­cze wtedy, że jego życie wywróci się do góry nogami…

Scott Har­ri­son, bo o nim mowa, jest dziś sze­fem fun­da­cji, która przez ostat­nie trzy lata zapew­niła dostęp do czy­stej wody ponad 1,8 miliona ludziom w Azji i Afryce.

Charity:water, któ­rej jest twórcą, to nie tylko fun­da­cja cha­ry­ta­tywna, ale także — a może przede wszyst­kim — marka. To wła­śnie talent Haris­sona do jej budo­wa­nia spra­wił, że jego ini­cja­tywa się powiodła.

Ten talent pozwo­lił mu żyć jak król na boga­tych uli­cach Man­hat­tanu, i dokład­nie ten sam talent umoż­li­wił mu stwo­rze­nie przed­się­wzię­cia dzięki któ­remu, całe rodziny w naj­bied­niej­szych regio­nach świata, mają dziś dostęp do czy­stej wody — abso­lut­nej pod­stawy życia i zdrowia.

Książę Nowego Jorku w Afryce

W 2004 roku Scott (wtedy dwu­dzie­sto­pa­ro­la­tek) posta­no­wił dia­me­tral­nie zmie­nić swoje życie. Zde­cy­do­wał się powró­cić do wiary chrze­ści­jań­skiej, którą porzu­cił mając 18 lat, i zacząć poma­gać innym. Jak się oka­zało, nie było to łatwe, gdyż żadna orga­ni­za­cja cha­ry­ta­tywna nie widziała u sie­bie miej­sca dla pro­mo­tora klu­bów nocnych.

W końcu udało mu się zna­leźć fun­da­cję, która musiała go przy­jąć, tylko dla­tego, że nie zna­lazł się żaden inny chętny. Zacią­gną się więc na tzw. pły­wa­jący szpi­tal, nale­żący do fun­da­cji Statki Miło­sier­dzia (orga­ni­za­cja zaj­mu­jąca się dostar­cza­niem pomocy medycz­nej w naj­bied­niej­szych regio­nach świata).

Jako foto­re­por­ter – wolon­ta­riusz towa­rzy­szył gronu leka­rzy, spo­śród któ­rych, znaczna część zosta­wiła wygodne życie w Sta­nach, aby poma­gać potrze­bu­ją­cym w Afryce.

Jak się póź­niej miało oka­zać, na tym kon­ty­nen­cie spę­dził kilka kolej­nych mie­sięcy. To co zoba­czył i to co uwiecz­nił na zdję­ciach, zmie­niło jego życie o 180 stopni.

Pod­czas gdy na Man­hat­ta­nie luk­su­sem wyda­wała się wódka w klu­bie za 365 dola­rów, tu – w Afryce, luk­su­sem była woda – zwy­czajna, czy­sta woda. Odkrył, że to jej zanie­czysz­cze­nie jest przy­czyną więk­szo­ści cho­rób drę­czą­cych tam­tej­szych miesz­kań­ców, a także wielu innych pro­ble­mów z tym związanych.

Wsia­da­jąc na sta­tek czu­łem się jak nędzarz. Zamie­ni­łem wygodne, prze­stronne miesz­ka­nie w śród­mie­ściu na cia­sną kabinę z pię­tro­wymi łóżkami i kara­lu­chami. Ale na lądzie znów poczu­łem się jak książę. A wła­ści­wie, jak król — czło­wiek, który ma łóżko, czy­stą wodę do picia i jedze­nie w żołądku.

Po powro­cie do Nowego Jorku wie­dział, że nie może wró­cić do poprzed­niego życia. Posta­no­wił, że założy fun­da­cję zaj­mu­jącą się dostar­cza­niem wody tam, gdzie naj­bar­dziej jej bra­kuje. Co cie­kawe, był wtedy spłu­kany i spał na kana­pie u znajomego.

Jego przed­się­bior­czość i zdol­no­ści mar­ke­tin­gowe spra­wiły jed­nak, że pomysł – choć począt­kowo tak nie­re­alny – zaczął prze­ra­dzać się w rze­czy­wi­stość. W 2006 roku powstała charity:water — fun­da­cja, która cztery lata póź­niej, w ciągu jed­nego roku, zebrała ponad 16 milio­nów dola­rów dat­ków. Te pie­nią­dze pozwo­liły odmie­nić życie wielu ludzi.

Dziewczynka pije czystą wodę

Dziew­czynka pije czy­stą wodę z jed­nej ze studni wyko­pa­nych przez charity:water.
Fot. http://​www​.flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​s​a​cca

Zro­bić to ina­czej; zro­bić to dobrze

Sama idea — nawet ta naj­szczyt­niej­sza — jest bez­war­to­ściowa, jeżeli nie można jej prze­ło­żyć na realne życie. Scot­towi udało się to zro­bić. Mało tego — on zro­bił to naj­le­piej jak było można.

Już na początku drogi przy­jął kilka zało­żeń, które miały odróż­nić charity:water od innych fundacji:

  • Każdy ofia­ro­wany dolar ma tra­fić do potrze­bu­ją­cych
    100% dat­ków będzie inwe­sto­wane w pro­jekty w tere­nie. Koszty admi­ni­stro­wa­nia fun­da­cją zaś pokry­wane będą z osob­nego fun­du­szu, wspie­ra­nego przez naj­bar­dziej odda­nych dar­czyń­ców i ludzi bli­skich organizacji.
  • Zupełna przej­rzy­stość
    Zarówno w spra­wach finan­so­wych jak i w reali­zo­wa­nych pro­jek­tach. Dzięki tech­no­lo­gii GPS i Google Earth każdy może zoba­czyć gdzie zbu­do­wana została np. nowa stud­nia (Do spraw­dze­nia tutaj).
  • Zadbać o wize­ru­nek
    Wize­ru­nek fun­da­cji, zwłasz­cza design, musi być na naj­wyż­szym pozio­mie (w odróż­nie­niu od wielu innych orga­ni­za­cji, które nie przy­wią­zują do tego wiel­kiej wagi).
  • Zbu­do­wać markę
    Trzeba stwo­rzyć markę i wyko­rzy­stać wszel­kie kre­atywne formy pro­mo­cji, aby tra­fić do jak naj­szer­szego grona odbior­ców. Posłu­żyć się przede wszyst­kim nowymi mediami i ser­wi­sami spo­łecz­no­ścio­wymi takimi jak Face­book, Twit­ter, YouTube.

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że te zało­że­nia udało się zre­ali­zo­wać, i, jak się oka­zało, był to klucz do suk­cesu. Fun­da­cja dzięki pomy­sło­wym akcjom mar­ke­tin­go­wym szybko zyskała roz­głos. Har­ri­son prze­ko­nał do współ­pracy kilka, zna­nych na ame­ry­kań­skim rynku, marek.

W końcu udało się też tra­fić do tele­wi­zji. Sze­fo­wie jed­nej z więk­szych sieci tele­wi­zyj­nych w USA zgo­dzili się udo­stęp­nić fun­da­cji czas ante­nowy, wart milion dola­rów, zupeł­nie za darmo. Prze­sła­nie tra­fiło do 23 milio­nów ludzi, oglą­da­ją­cych w tym cza­sie finał Super Bowl.

Kam­pa­nie charity:water mocno ude­rzają w świa­do­mość ludzi, poru­szają i mogą się podobać.

Realna siła działania

Na świe­cie jest około miliarda ludzi bez dostępu do czy­stej wody. Ozna­cza to mniej wię­cej tyle, że co siódmy z nas nie ma moż­li­wo­ści zaspo­ko­je­nia tej pod­sta­wo­wej potrzeby życio­wej. Prze­ra­ża­jące, ale prawdziwe.

Fun­da­cja Har­ri­sona robi to co musi być zro­bione — real­nie, tu i teraz. Jak sam mówi: “Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?”

Od początku swo­jego powsta­nia charity:water zaan­ga­żo­wała się w pra­wie 4 tys. pro­jek­tów, które zapew­niły dostęp do czy­stej wody nie­malże 1,8 miliona ludzi w 20-​stu kra­jach świata. To nie są tylko liczby na papie­rze — oni naprawdę robią różnicę.

Mimo spo­rych suk­ce­sów ambi­cje pozo­stają duże. Do 2020 roku fun­da­cja chce zapew­nić dostęp do wody 100 milio­nom osób i mają już kon­kretne plany jak to zrobić.

Gdy uda się osią­gnąć ten cel, na świe­cie nadal pozo­sta­nie około 900 milio­nów ludzi w potrze­bie — ogromne wyzwanie.

Warto zoba­czyć: Info­gra­fika doty­cząca wody i skali problemu

Odna­leźć sens

Czy­ta­jąc taką bio­gra­fie w wielu z nas poja­wić się może podziw, w innych być może nie­do­wie­rza­nie; wszak to histo­ria niczym z hol­ly­wodz­kiego filmu, a i zaufa­nie do tego typu fun­da­cji bywa ogra­ni­czone. Będą też tacy, któ­rzy pomy­ślą, że cho­ciaż chcie­liby zro­bić coś war­to­ścio­wego, to bra­kuje im talentu, pie­nię­dzy, wiedzy.

Jed­nak, tak na dobrą sprawę, każdy z nas ma jakieś umie­jęt­no­ści, moż­li­wo­ści, zna­jo­mo­ści, zasoby i nawet jeśli wystę­pują one w nie­wiel­kich ilo­ściach, to my jeste­śmy tymi, któ­rzy decy­dują jak ich uży­wać. Możemy albo trwo­nić to wszystko na bez­ce­lowe życie — tak jak robił to Har­ri­son na Man­hat­ta­nie — lub wyko­rzy­stać to co zostało nam dane do two­rze­nia rze­czy war­to­ścio­wych i potrzeb­nych, do zmie­nia­nia na lep­sze nie tylko nas samych, ale i naj­bliż­szego oto­cze­nia, a w przy­padku nie­któ­rych… kto wie, być może życia spo­rych grup ludzi, całych spo­łecz­no­ści i świata.

Ważne pyta­nie, które musimy sobie zada­wać jak naj­czę­ściej to: “po co?”. Dla Haris­sona odpo­wiedź jest pro­sta — żeby zapew­nić ludziom dostęp do czy­stej wody.

Jeśli chcemy być bogaci, wolni finan­sowo, wpły­wowi, silni, pewni sie­bie — musimy wie­dzieć po co. Co zro­bimy gdy już będziemy to mieć? Jaką róż­nicę to zrobi w świecie?

Jesz­cze nie­dawno gdyby ktoś zapy­tał mnie dla­czego chcę być wolny finan­sowo, odpo­wie­dział­bym: aby speł­niać swoje marze­nia. Dziś ta odpo­wiedź wydaje mi się co naj­mniej nie­pełna, żeby nie powie­dzieć płytka. Fakt — miał­bym masę czasu, mógł­bym podró­żo­wać, miesz­kać gdzie chce, uczyć się języ­ków. Tylko jakie to ma zna­cze­nie? Życie szybko minie i jeśli ma być defi­nio­wane ilo­ścią jedze­nia, które skon­su­mo­wa­łem, odpad­ków, które wypro­du­ko­wa­łem i papieru toa­le­to­wego, który zuży­łem to tro­chę kiep­sko to wygląda.

Ponad pustymi frazesami

Wiel­kie słowa nabie­rają zna­cze­nia wtedy gdy wpro­wa­dzamy je w czyn. Wtedy gdy ubru­dzimy ręce w ziemi kopiąc stud­nię dla setek ludzi w Afryce; gdy prze­zna­czamy część naszych docho­dów na pomoc tym, któ­rzy jej naj­bar­dziej potrze­bują; ale także wów­czas, gdy poświę­cimy czas komuś, kto potrze­buje roz­mowy, roz­śmie­szymy kogoś smut­nego czy odcią­żymy kogoś prze­ła­do­wa­nego obo­wiąz­kami. To są bar­dzo pro­ste rze­czy, które powinny być czę­ścią życia każ­dego z nas.

Nikt nie jest ide­alny i nikt być nie może. Możemy za to sta­rać się być nieco lep­szymi dziś, niż byli­śmy wczo­raj. Tu jest róż­nica. Wielu z nas wydaje się jed­nak, że jeste­śmy w porządku tylko dla­tego, że nie krzyw­dzimy innych. Ale — tak patrząc praw­dzie w oczy — czy to aby nie za mało?

Musimy wziąć na sie­bie odpo­wie­dzial­ność. Jeśli możemy zro­bić róż­nicę, jeśli mamy moż­li­wość zmiany cze­goś na lep­sze — mamy obo­wią­zek to robić. Scott robi to na codzień.

Inte­re­su­jące fakty:
  • Około 88% zaka­żeń róż­nego rodzaju bak­te­riami na świe­cie jest bez­po­śred­nio połą­czone z bra­kiem dostępu do czy­stej wody i środ­ków sanitarnych.
  • Nieco ponad 300 mln Ame­ry­ka­nów zużywa śred­nio 30 razy wię­cej wody niż miliard ludzi w kra­jach trze­ciego świata.
  • Zale­d­wie 20 dola­rów może jed­nej oso­bie zapew­nić dostęp do czy­stej wody na lata.
  • Naj­więk­szy dar­czyńca charity:water to Michael Birch — zało­ży­ciel ser­wisu spo­łecz­no­ścio­wego Bebo. Na początku nie­ufny tego rodzaju orga­ni­za­cjom, chciał ufun­do­wać jedną stud­nię za 5 tys. dola­rów. Następ­nego dnia oka­zało się, że prze­lał na konto fun­da­cji równy milion. Do tej pory potroił tę sumę.
  • Wśród ludzi wspie­ra­ją­cych fun­da­cję są mię­dzy innymi aktor Edward Nor­ton i znany dobrze inter­ne­to­wej spo­łecz­no­ści Gary Vaynerchuk.
Przy­datne linki:
Sło­wem zakończenia

Na koniec mam prośbę do wszyst­kich tych, któ­rych w jakiś spo­sób zain­spi­ro­wała ta histo­ria. Podziel­cie się z innymi lin­kiem do tego posta, lub do innego źródła na temat tego problemu.

Świa­do­mość spo­łe­czeń­stwa w tej kwe­stii nie jest wystar­cza­jąca, i jeśli można ją jakoś posze­rzać — to jest to coś co trzeba robić. Z góry wielki dzięki.

I ostat­nia rzecz. Wiem, że panuje wśród nas wiele prze­ko­nań doty­czą­cych pomocy cha­ry­ta­tyw­nej. Nie­któ­rzy uwa­żają to za naiw­ność, inni nie wie­rzą w sku­tecz­ność dzia­łań takich orga­ni­za­cji, jesz­cze inni w ich uczciwość.

Podziel się swoją opi­nią w tej kwe­stii .Czy wie­rzysz w sku­tecz­ność dzia­łań fun­da­cji cha­ry­ta­tyw­nych? Czy gene­ral­nie im ufasz? Jeśli tak, to jakim i dla­czego?. Zapra­szam do dyskusji.

Miniblog na

Dyskusja (16)

  • Jak się póź­niej miało oka­zać, na tym kon­ty­nen­cie spę­dził kilka kolej­nych mie­sięcy. To co zoba­czył i to co uwiecz­nił na zdję­ciach, zmie­niło jego życie o 360 stopni. “
    zmiana o 360stopni to żadna zmiana :) tzn. zato­czył koło i wró­cił na stare tory? :) powinno być raczej o 180 stopni tzn. w dokład­nie prze­ciw­nym kie­runku niż do tej pory

    • Lukaz — słusz­nie rze­kłeś. To już moja kolejna wpadka zwią­zana z licz­bami na blogu. Cóż, nigdy nie byłem w nich dobry ;)

      Dzięki za korektę.

  • Dobry wpis :) Pisz częściej.

    • Dzięki Michał. Pisał­bym czę­ściej, ale coś sen­sow­nego przy­cho­dzi mi do głowy naj­wy­żej dwa razy w miesiącu ;)

  • No wła­snie. Jakoś fak­tycz­nie nie ufam takim orga­ni­za­cjom cha­ry­ta­tyw­nym. Być może to dla­tego, że czę­sto są sko­li­ga­cone z kościo­łem, który czę­sto chce być postrze­gany jako źródło dobroci, a kościo­łowi wła­snie nie ufam. Zresztą, to jest szer­sza kwe­stia, czy poma­ga­jąc słab­szym dzia­łamy zgod­nie z (naszą ludzką) naturą czy wbrew jej, czy poma­ga­jąc fak­tycz­nie poma­gamy, itp.

    Odpo­wia­da­jąc na pyta­nie, wie­rzę w ich sku­tecz­ność (zresztą to są wymierne fakty, więc nie cho­dzi chyba o wiarę), ale im nie ufam. Choć linka do ich strony u sie­bie i tak dałem. Niech stracę. ;)

    • To fakt, jest sporo chrze­ści­jań­skich orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych pośred­nio czy bez­po­śred­nio z Kościo­łem zwią­za­nych. Jed­nych to będzie odrzu­cało innych wręcz prze­ciw­nie. Ja jestem w tej dru­giej gru­pie, ale tu każdy ma prawo do wła­snych przekonań.

      Z tym poma­ga­niem to rze­czy­wi­ście nie zawsze jest tak różowo. Na przy­kład pom­po­wa­nie pie­nię­dzy w Afrykę mija się z celem. Trzeba dawać rybę, a nie wędkę. Dla­tego prze­ko­nują mnie takie pro­jekty jak charity:water. Kon­kretne dzia­ła­nia: budu­jemy stud­nie — ludzie mają czy­stą wodę. Pro­ste i sku­teczne, a do tego pełna przejrzystość.

      • Nie ma tu żadnej przej­rzy­sto­ści. I to jest istotą pro­blemu, niestety.

        OK, budu­jemy na Moko­to­wie ban­ko­mat z dar­mową gotówką, i świa­towy kry­zys mamy za sobą, co? Wiemy, że nie. Woda w Afryce nie jest tym samym, czym u nas. Towar defi­cy­towy zawsze ktoś kon­tro­luje. Kto tam kon­tro­luje wodę? Czy na pewno ta nowa stud­nia będzie źródłem wody, czy tylko źródłem satys­fak­cji dla kogoś w USA, że te swoje $25 dał na słuszny cel? A może będzie źródłem dochodu dla kogoś, kogo (mam nadzieję) nigdy nie poznamy, i źródłem cier­pie­nia dla tam­tej­szych ludzi? Pytań w rze­czy­wi­sto­ści jest wię­cej, niż odpo­wie­dzi. Oba­wiam się, że odpo­wie­dzi popra­wia­ją­cych humor jest jesz­cze mniej.

        • Alek­san­der — nie podzie­lam two­jego scep­ty­cy­zmu, cho­ciaż cie­szę się, że zwra­casz uwagę na ważne aspekty, które czę­sto pomija się myśląc nazbyt idealistycznie.

          Naiw­nym byłoby zało­że­nie, że zbu­du­jemy stud­nię i wszy­scy będą szczę­śliwi; tu trzeba bar­dziej kom­plek­so­wego podej­ścia i prze­ko­nano się o tym dopiero po wielu nie­uda­nych próbach.

          Jeżeli cho­dzi kon­kret­nie o charity:water, to sporo ich pro­jek­tów powstaje przy róż­nego rodzaju ośrod­kach medycz­nych i edu­ka­cyj­nych, a także wśród spo­łecz­no­ści. Wiem, że w tym ostat­nim przy­padku dbają o równy dostęp do wody poprzez powo­ły­wa­nie spo­śród lokal­nych miesz­kań­ców spe­cjal­nych grup straż­ni­ków, które mają za zada­nie opie­ko­wa­nie się taką studnią.

          Nie wia­domo jak to rze­czy­wi­ście wygląda w prak­tyce; na pewno nie jest ide­al­nie, ale z dru­giej strony nawet jeśli tylko 50% pro­cent pomocy tra­fia tam gdzie trzeba to chyba jed­nak warto.

  • Nie mówię, że nie warto. Dla­tego też umie­ści­łem linka na blogu. Jed­nak nie wpła­cił­bym swo­ich pie­nię­dzy, jeśli mam być szczery.

  • Jeden napi­sze parę zdań, ktoś inny doda linka, powie zna­jo­memu, ktoś inny wpłaci kasę — ważne żeby coś robić i dobrze, że robimy.

    Dzięki!

  • Jeśli cho­dzi o orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne każdy ma jakieś tam wąt­pli­wo­ści. Pamię­tam gło­śną aferę ze dwa lata temu, która doty­czyła Owsiaka. Jeśli nie wie­rzysz, że ten czło­wiek naprawdę przy­czy­nia się do poprawy warun­ków hospi­ta­li­za­cji i lecze­nia naj­młod­szych, przejdź sięna naj­bliż­szy odział neo­na­to­logi i popatrz na te urzą­dze­nia. Te z nich, które mają nakle­jone ser­duszko WOŚPu, są zaku­piona wła­śnie przez fun­da­cje Pana Owsiaka. Podzie­lam zda­nie Mate­usza — nawet jeśli 50% daro­wizn tra­fia do potrze­bu­ją­cych — warto to robić! Z książki “Zdą­żyć przed Panem Bogiem” pamię­tam jeden cytat “Naj­więk­szy błąd popeł­nia ten, kto myśląc, że nie­wiele może — nie zrobi nic”.

  • Owsiaka aku­rat znam i jego zapał sza­nuję, choć nie oddał mi 4 płyt, które mu poży­czy­łem przed orkie­strą kilka lat temu. Mają tam straszny bała­gan w fun­da­cji z ogromną ilo­ścią wolontariuszy.

    Powtó­rzę, to nie jest kwe­stia wiary. Fakt, że wiele sprzętu zaku­piono. Faj­nie. Ale co? Mamy w związku z tym wszy­scy tmieć takie same poglądy?

    • Oczy­wi­ście, że każdy ma prawo do wła­snych poglą­dów. Sza­nuję Twoje zda­nie na ww. temat. Mój komen­tarz nie był bez­po­śred­nio skie­ro­wany do Cie­bie, ale ogól­nie do ludzi, czy­tel­ni­ków. Wiem, że uży­wa­nie słów wiara/​niewiara tro­chę jest tu nie miej­scu. Nie chcia­łam Cię ura­zić, jeśli to zrobiłam — przepraszam.

      • Też prze­pra­szam. Jakoś cza­sem tracę dystans. :)

  • Cie­kawa dys­ku­sja nam się tu roz­wi­nęła. O to wła­śnie chodziło.

    Gene­ral­nie chyba jest tak, że ludzie mają ogra­ni­czone zaufa­nie do róż­nego rodzaju insty­tu­cji. Słowo “fun­da­cja” też jakoś dobrze się w Pol­sce nie koja­rzy, co wzięło się głów­nie z kilku prze­krę­tów na początku lat 90′-tych.

    Teraz też ide­al­nie nie jest, ale cóż — robić coś trzeba.

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Witaj na 10 Ścieżek

Mateusz StyśCześć !
Z tej strony Mateusz.

Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znaj­dziesz coś dla sie­bie. Ale uwaga… czy­tasz na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, gdyż autor cał­ko­wi­cie się od niej uchyla.

Ale skoro już tu jesteś… zagląd­nij na pod­stronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się

Komentujemy