Rozpoznanie: postępujący minimalizm. Rok z życia chorego

Postępujący minimalizm

fot. flickr​.com/​p​h​o​t​o​s​/​n​o​m​a​d​-​p​h​o​t​o​g​r​a​p​hy/

Stoję przy koszu na śmieci. Już pra­wie wyrzu­ci­łem ten czer­wony pojem­nik*, który nie wia­domo do czego służy; wia­domo jedy­nie, że ma jakieś tam walory este­tyczne (subiek­tywna ocena).

- Czy na pewno chcesz to wyrzu­cić? Założę się, że ci się jesz­cze przyda — nawet nie wiesz, kiedy będzie ci potrzebny — ode­zwał się zna­jomy, jak zwy­kle nie­zwy­kle prze­ko­ny­wu­jący, głos w głowie.

Zwąt­pie­nie — to naj­lep­sze słowo opi­su­jące stan, w któ­rym nagle się znalazłem.

Rze­czy­wi­ście — pomy­śla­łem. Co prawda jesz­cze nie wiem do czego, ale kie­dyś… może kie­dyś się przyda.

Po chwili w bez­ru­chu… roz­luź­ni­łem uścisk dłoni. Pojem­nik znik­nął w koszu, a ja… ja poczu­łem ulgę.

* Pojem­nik jest boha­te­rem fikcyjnym.

365 dni

To nie­sa­mo­wite jak wiele może zmie­nić się w ciągu roku; niby sporo dni, ale jednak.

Gdy­bym miał go jakoś zgrab­nie, w dwóch sło­wach, okre­ślić, to nazwał­bym go rokiem “odszu­mia­nia”. A gdyby ten limit słów nieco zła­go­dzić, powie­dział­bym, że był to rok wiel­kiego sprzą­ta­nia, wyrzu­ca­nia, odrzu­ca­nia, odda­wa­nia, odej­mo­wa­nia i pozby­wa­nia się.

W ciągu tych 365 dni udało się nie tylko pozbyć wielu zbęd­nych fizycz­nych przed­mio­tów, ale także zrzu­cić nie­po­trzebny bagaż fał­szy­wych prze­ko­nań, poczu­cia winy, nie­spój­nych ze mną celów i kilku innych “przeszkadzaczy”.

Opróż­nij umysł. Bądź bez­kształtny jak woda. Wlej wodę do kubka, ona sta­nie się tym kub­kiem. Wlej wodę do czaj­nika , ona sta­nie się czaj­ni­kiem. Woda może pły­nąć, wić się, kapać albo nisz­czyć. Bądź wodą mój przyjacielu…

- Bruce Lee

Dobry, cho­ler­nie dobry rok.

Były błędy, były trudne sytu­acje, ale rów­nież dzięki temu, był to czas nie­zwy­kle owocny.

Począt­kowo miał to być tekst w stylu: “Lek­cje z 2011 roku”, i nawet te lek­cje udało mi się spi­sać. Pew­nie ten nagłó­wek miałby więk­szą kli­kal­ność (pierw­sza rada, każ­dego porząd­nego kursu blo­go­wa­nia), ale mimo tego dosze­dłem do wnio­sku, że to wszystko już zostało powie­dziane nie raz i nie dwa, dla­tego zgod­nie z doświad­cze­niem roku już minio­nego “obe­drę” to wszystko z rze­czy mniej waż­nych i pozo­sta­wię to co klu­czowe, to co zako­rze­niło się we mnie na naj­głęb­szym poziomie.

I tu muszę wró­cić do sytu­acji z koszem, ale nie tylko z koszem. Muszę wró­cić do każ­dej sytu­acji, w któ­rej uda­wało mi się i udaje, poże­gnać się z czymś co do tej pory wyda­wało się nie­zbędne, tudzież na tyle ważne, że nie pozwa­lało się od sie­bie uwolnić.

Mini­ma­lizm to niby tylko słowo jak każde inne, ale prze­cież możemy wypeł­nić je tre­ścią. A robimy to dopiero gdy roz­luź­nimy uścisk dłoni i pozwo­limy przed­mio­towi, oso­bie, pro­jek­towi, celowi, wspo­mnie­niu — cokol­wiek to jest — odejść. Tylko wtedy ten modny ter­min nabiera zna­cze­nia — gdy uczymy się zwra­cać wol­ność sobie i temu, do czego do tej pory byli­śmy przywiązani.

Jak­kol­wiek gór­no­lot­nie i “duchowo” to brzmi, to ma to ogromne prze­ło­że­nie na codzienne, prak­tyczne sprawy. Wystar­czy wspo­mnieć ten nikomu nie­po­trzebny pojem­nik, tomy odda­nych ksią­żek, mnó­stwo ubrań, sporo rze­czy małych i więk­szych, pomy­słów głu­pich i głup­szych, celów nie­mą­drych i niepotrzebnych… — w końcu nie wiele zostaje; i dobrze.

Jesz­cze na początku roku zasta­na­wia­łem się co by tu jesz­cze do tego życia “dodać” aby być z niego bar­dziej zado­wo­lo­nym. Dziś zasta­na­wiam się, czego mógł­bym się jesz­cze pozbyć/​oddać/​wyrzucić żeby zro­bić — fizycz­nie i w prze­no­śni — wię­cej miej­sca na to co praw­dziwe i co na prawdę przy­nosi satys­fak­cję — dra­ma­tyczna różnica.

Jeśli chcesz być pełny, musisz naj­pierw być pusty.

- Tao Te Ching

Tu, w Lon­dy­nie, mają takie fajne sklepy cha­ry­ta­tywne (O, w Ojczyź­nie też mamy), gdzie można po oka­zyj­nych cenach nabyć cie­kawe, uży­wane przed­mioty, ale można też różne rze­czy tam odda­wać. Dobra rzecz. Wspo­mi­nam o nich, bo ide­al­nie obra­zują to co działo się u mnie w tym, minio­nym już, roku. Na jego początku byłem czę­stym ich klien­tem, pod jego koniec wpa­da­łem tam tylko żeby coś pod­rzu­cić. Na szczę­ście nie wszy­scy zapa­dli na “cho­robę postę­pu­jącą”, więc się to jakoś kręci.

Był to też pierw­szy rok, w któ­rym nie dosta­łem na Święta żadnego pre­zentu ( ktoś się zli­tuje? To ja może podam adres wysył­kowy…). Ale dzięki temu mogłem się cie­szyć z innych rze­czy: szczere życze­nia z rodzaju tych, któ­rych się nie zapo­mina; kartka od kogoś kto pamięta, a wcale nie musi; wspólne uczto­wa­nie z ludźmi, któ­rych pozna­łeś zale­d­wie kilka godzin temu (uroki emi­gra­cji); ten kac, który nie był taki naj­gor­szy (to się wytnie). Parę rze­czy by się jesz­cze znalazło.

Na wszelki wypadek

Na wszelki wypa­dek”, czy “kie­dyś może się przy­dać” to nasze naj­lep­sze wymówki, asy w ręka­wie. Książka, którą kie­dyś może prze­czy­tamy, albo… znów prze­czy­tamy; zna­jo­mość, która co prawda nic nie wnosi, ale kie­dyś może się przy­dać; wspo­mnie­nie, któ­rego trzy­mamy się kur­czowo, prze­ga­pia­jąc teraź­niej­szość; przed­miot, który tylko obra­sta kurzem, ale prze­cież jak tu coś “tak war­to­ścio­wego” wyrzu­cić — powoli, powoli sta­jemy się nie­wol­ni­kami tych wszyst­kich rze­czy i spraw, a nasze wymówki sku­tecz­nie nie pozwa­lają nam tego dostrzec.

Rze­czy które posia­dasz, w końcu zaczy­nają posia­dać ciebie.

- Tyler Dur­den, Fight Club

A tym­cza­sem, żeby zro­bić miej­sce na nowe — trzeba pozbyć się sta­rego; trzeba odpu­ścić, uwol­nić się, pozwo­lić odejść. Doty­czy to zarówno rze­czy fizycz­nych jak i wszel­kich innych aspek­tów życia.

Czy Nowy Rok to dobry do tego czas? Nie wiem. Mam zna­jomą, która jak się tylko zbliża sty­czeń mówi, że prze­sta­nie palić. I co? Nawet nie próbuje…

Każdy więc czas jest rów­nie dobry do tego aby wpro­wa­dzić nową jakość. Nie doda­jąc i gro­ma­dząc, ale odda­jąc i pozby­wa­jąc się. To z goła inny kie­ru­nek od tego, który wska­zuje nam spo­łe­czeń­stwo, ale w tym wypadku warto iść pod wiatr; na prawdę warto. I na pewno poczuł już przed­smak tego, każdy kto na tę drogę wszedł.

Per­fek­cję osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic wię­cej dodać, lecz wtedy, gdy nie ma czego odjąć.

- Anto­ine de Saint-​Exupery

Mia­łem nie robić posta­no­wień, ale…

Będę pisał częściej !

Będę pisał częściej !

powtó­rzyć…

Będę pisał częściej !

To jak jest z tymi postanowieniami?

Koń­cowa dia­gnoza:

Poza kil­koma odsta­ją­cymi od normy zacho­wa­niami, nie­po­ko­ją­cych obja­wów nie zauwa­żono. Stwier­dza się jed­nak, że chory jest nie­prze­wi­dy­walny i trudno go kon­tro­lo­wać; swoim zaś postę­po­wa­niem może się przy­czy­nić do pogłę­bie­nia sza­le­ją­cego na świe­cie gospo­dar­czego kry­zysu; zde­cy­do­wa­nie zbyt rzadko podej­muje decy­zję o doko­na­niu jakie­goś zakupu, a tym samym nie przy­czy­nia się do wzro­stu PKB. Jako pozy­tywny aspekt warto zauwa­żyć, że prze­bywa obec­nie na tere­nie “sojusz­ni­ków” z Wyspy… to niech się oni martwią.

Dzięki wszyst­kim, któ­rzy byli/​bywali/​zostawili po sobie ślad tu, na blogu, w tym minio­nym roku. W tym będzie się działo wię­cej… to pewne i to publiczna dekla­ra­cja (szcze­góły wkrótce).

Coby­śmy wszy­scy mieli wszyst­kiego wystar­cza­jąco, ale nie za dużo. I waż­niej­sze, żeby­śmy z tego co mamy umieli się cieszyć. Najlepszego w Nowym Roku !

Bez odbioru.

Miniblog na

Dyskusja (10)

  • pierw­szy!

  • Hej,

    bar­dzo cie­kawy wpis. Z każ­dym kolej­nym Twoim tek­stem mam wra­że­nie, coraz sil­niej­sze, że masz swój wyra­zi­sty styl, który w miarę upływu czasu ewo­lu­uje. Naprawdę przy­jem­nie jest wpa­dać na Two­jego bloga.

    Odno­śnie samego tek­stu — w mini­ma­li­zmie podoba mi się bar­dzo jedna rzecz: wyrzu­ce­nie śmieci. Tak w sen­sie dosłow­nym, jak i w przenośni.

    Kilka lat temu zauwa­ży­łem, że w miarę regu­lar­nie kupuję nowe t-​shirty (stare się “zno­siły” lub sprały) — jednak z dru­giej strony, wcale nie w miarę regu­lar­nie pozby­wa­łem się sta­rych. “Zosta­wię sobie, będzie do pracy na działce, do gra­nia w piłkę itd.”. Oczy­wi­ście tak się nie działo… I pew­nego dnia posta­no­wi­łem zro­bić super porzą­dek w sza­fie i zosta­wić wyłącz­nie rze­czy, które zało­ży­łem w ciągu ostat­niego roku przy­naj­mniej raz. Ile się miej­sca nagle zro­biło w moich szaf­kach! A i przy oka­zji domy dziecka w Toru­niu miały z moich porząd­ków pożytek.

    Pisząc wyżej “śmieci” mam też na myśli wszel­kie rze­czy, które mamy zapro­gra­mo­wane w gło­wie. Nie­które są przy­datne zawsze, inne w pew­nych kon­tek­stach, inne nato­miast zupeł­nie nas ogra­ni­czają. I to jest wła­śnie świetne w mini­ma­li­stycz­nym podej­ściu, by pozbyć się tych okowów.

    Podoba mi się też kwe­stia wró­ce­nia do tzw. “pustki”. W końcu, do peł­nego nawet Salo­mon nie naleje.

    Jed­nak nie popa­dał­bym tutaj w skraj­ność, bo ostat­nio prze­czy­ta­łem bar­dzo inspi­ru­jącą rzecz — roz­wój jest doda­wa­niem. Dla­tego jeżeli chcesz np. pozbyć się stra­chu, to nie będzie to roz­wo­jem i praw­do­po­dob­nie ci się nie uda. Roz­wój to np. zaak­cep­to­wa­nie stra­chu i popły­nię­cie z nim, co w miarę upływu czasu powinno “dodać” Ci odwagi. Dla­tego nie chciał­bym mini­ma­li­zmu trak­to­wać bar­dzo dosłow­nie jako pozby­wa­nia się wszyst­kiego, co tylko się da.

    Ot, taka mała refleksja :)

    Pozdra­wiam i cze­kam na wię­cej wpi­sów w tym roku — jak obie­ca­łeś, to nie ma zmi­łuj ;)
    Bar­tosz Jezier­ski
    jezier​ski​bar​tosz​.pl

  • Bar­tek, wiel­kie dzięki za dobre słowo. Miło sły­szeć, zwłasz­cza, że cały czas poszu­kuję “swo­jego głosu” i dobrze wie­dzieć, że te poszu­ki­wa­nia nie idą na marne.

    Poru­szy­łeś ważną rzecz doty­czącą skraj­no­ści. Zga­dzam się — w zasa­dzie powinno się ich uni­kać. Ale myślę sobie, że jest to dosyć płynna kwe­stia z kilku powo­dów. Po pierw­sze zależy to od tego co dla danej osoby jest ważne, w tym wypadku — do czego potrze­buje mini­ma­li­zmu. Czy jest to narzę­dzie do odchu­dze­nia szafy, czy porząd­ko­wa­nia róż­nych rze­czy gene­ral­nie, czy jest to filo­zo­fia, która tak bar­dzo się w tobie zako­rze­nia, że staje się czymś natu­ral­nym — drogą, która chcesz podą­żać. W moim przy­padku ta droga stała się tak fascy­nu­jąca, że po pro­stu chce iść nią dalej bo odkry­wam co raz to bar­dziej fascy­nu­jące rze­czy. Naj­cie­kaw­sze jest wła­śnie to, że dzieje się to poprzez odej­mo­wa­nie a nie dodawanie.

    Wszy­scy i tak wyko­rzy­stamy to dla sie­bie tak jak chcemy. Ktoś posprząta biurko, ktoś inny pozbę­dzie się wszyst­kiego i zosta­nie z lap­to­pem, tele­fo­nem i kil­koma ubra­niami (podobno są tacy ;) — nie ma zna­cze­nia, ważne co czyni nas szczęśliwymi.

    Dzięki Bar­tosz !

    PS. Rze­kło się więc musi się dziać. Jak będzie trzeba to możesz mi o tym przypomnieć ;)

  • Ja bym skraj­no­ści nie uni­kał — raczej bym w nie nie popa­dał :). Kto wie, może aku­rat wła­śnie mini­ma­li­styczna skraj­ność pozwoli Ci odna­leźć to, czego całe życie szukałeś?

    A może to wła­śnie obrzy­dliwe bogac­two, roz­pu­sta i tym podobne rze­czy cię w to miej­sce zaprowadzą?

    Ważne, by wybory podej­mo­wać świa­do­mie i kie­ro­wać się swoim sumie­niem, moral­no­ścią. Robię to, bo tego chcę — teraz, w tym momen­cie. Robię to, bo uwa­żam to za naj­bar­dziej słuszne i wła­ściwe — a wszystko i tak będzie doświad­cze­niem, z któ­rego wezmę lekcję.

    Życie nie zawsze daje nam to, czego chcemy, ale zawsze to, czego potrze­bu­jemy. Doświad­czam tego ostat­nio bar­dzo mocno :)

    Pozdra­wiam,
    Bar­tosz Jezierski

    PS. Oczy­wi­ście, że przy­po­mi­nać będę w razie czego ;)

    • Obrzy­dliwe bogac­two i roz­pu­sta? Czemu nie, można by spróbować ;)

  • Bar­dzo cie­kawy wpis. Dobrze, że nie zaty­tu­ło­wa­łeś “lek­cje z 2011r.”. Miło i lekko się czytało.

    Co do mini­ma­li­zmu, to sama ostat­nio nie­śmiało zaczę­łam swoją przy­godę, bo zro­bi­łam gene­ralne porządki i fak­tycz­nie, tak jak napi­sa­łeś, naj­trud­niej­szą prze­szkodą są te wąt­pli­wo­ści typu “może się kie­dyś przyda”. A może to nawet nie wąt­pli­wo­ści, tylko nie­moż­ność okre­śle­nia w tym kon­kret­nym momen­cie, czy mi się to przyda czy nie. Na pewno mini­ma­lizm uczy podej­mo­wa­nia szyb­kich decy­zji i konkretności.

    Pozdra­wiam

    • Dzięki Magda !

      Naj­cie­kaw­sze jest to, że o tych rze­czach, które “mogą się kie­dyś przy­dać” naj­czę­ściej zapo­mi­namy zaraz jak się ich pozbę­dziemy. Mia­łem tak ostat­nio z kil­koma rze­czami, z któ­rymi nie­chęt­nie się roz­sta­wa­łem — wyda­wały się ważne, a dziś już o nich nie pamię­tam. Jasne zda­rzy się cza­sem sytu­acja, że coś mogłoby być przy­datne, ale wtedy to już są nowe oko­licz­no­ści, z któ­rymi możemy sobie radzić ina­czej, bez tej kon­kret­nej rzeczy.

      Witaj “na pokładzie” ;)

  • Jesz­cze na początku roku zasta­na­wia­łem się co by tu jesz­cze do tego życia “dodać” aby być z niego bar­dziej zadowolonym”

    Ja uwa­żam za lep­sze roz­wią­za­nie pod tytu­łem — Moje życie jest cudowne i jestem z niego zado­wo­lony, a teraz podo­daje coś do niego. :)

    Ostat­nio też robi­łem porządki i zauwa­ży­łem, że dużo łatwiej przy­cho­dzi mi “wyrzucanie”.

    Sie­dzę na kom­pu­te­rze więc przy­po­mniała mi się histo­ria wła­śnie z kom­pu­te­rem. Histo­ria dobrze (moim zda­niem) obra­zuje to o czym napi­sa­łeś (choć może o tej histo­rii nie będzie się wspo­mi­nać we wszyst­kich porad­ni­kach o roz­woju osobistym) :)

    Zawsze uwa­ża­łem, że to co mam na dysku, na kom­pu­te­rze, na pul­pi­cie, w histo­rii prze­glą­darki i w jej zakład­kach to są rze­czy bar­dzo ważne, zbie­rane i segre­go­wane. Uwa­ża­łem, że bez tych rze­czy będę “uboż­szy”. Gdy­bym je zgu­bił, stra­cił, to cof­nął­bym się w pewien spo­sób w roz­woju ( w końcu to wszystko zbie­ra­łem ana­li­zo­wa­łem i to się przy­da­wało, przy­daje i przy­da­wać będzie).

    Aż któ­re­goś pięk­nego dnia usły­sza­łem świst, pole­ciał dymek a dysk tra­fił do kosza. Podobno nawet nie było sensu cokol­wiek z niego odzyskiwać.

    Na początku była tra­ge­dia ale dosłow­nie przez chwilkę. W jeden dzień upo­rząd­ko­wa­łem sprawy i żyję, nawet mam nowe rze­czy, nową histo­rie, nowe zakładki i dzięki temu zna­la­złem dużo now­szych lep­szych narzę­dzi. Niby wszystko po sta­remu (niby nowe ale to samo) jed­nak już nie przy­wią­zuje się tak do tego, wiem, że mogę to wszystko stra­cić i dzięki temu będzie jesz­cze lepiej, nie mówiąc już o tym, że teraz czę­ściej robię porządki i na komputerze.

    Nie­któ­rzy mówią, że gdyby prze­mysł samo­cho­dowy w USA nie spo­czął na lau­rach, po pierw­szych suk­ce­sach (pomi­ja­jąc oczy­wi­ście chęć zysku) to Cadi­laki kosz­to­wa­łyby teraz 3 dolary a 1000 kilo­me­trów robiło się na jed­nym litrze paliwa. :)

    • Miko­łaj, Twoja histo­ria kom­pu­te­rowa ide­al­nie oddaje to co mia­łem na myśli. Czę­sto przy­wią­zu­jemy się tak do róż­nych rze­czy czy kon­fi­gu­ra­cji życio­wych, że ich strata wydaje nam się nie do przy­ję­cia. Tym­cza­sem mija jakiś czas i stwier­dzamy, że nie tylko o nich nie pamię­tamy, ale jest nam w tej nowej kon­fi­gu­ra­cji nawet lepiej niż było. Just go with the flow…

      Pozdro

  • Przy­po­mniała mi się nauka Sokra­tesa z „Droga Miłu­ją­cego Pokój Wojow­nika”:
     – Wyrzuć śmieci!
    :)

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Witaj na 10 Ścieżek

Mateusz StyśCześć !
Z tej strony Mateusz.

Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znaj­dziesz coś dla sie­bie. Ale uwaga… czy­tasz na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, gdyż autor cał­ko­wi­cie się od niej uchyla.

Ale skoro już tu jesteś… zagląd­nij na pod­stronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się

Komentujemy