Ścieżki, na które nigdy nie weszliśmy

Droga

fot. http://www.flickr.com/photos/tamaki

Muszę się  do czegoś przyznać. Nie wyruszyłem w drogę; w niejedną zresztą, ale tym razem nie wyruszyłem w nią bardzo świadomie.

Dziwne uczucie; nieprzyjemne  –  jakoś ściska w gardle nawet; generalnie nie polecam.

Krótka rozprawa o tym, dlaczego rzeczy, których nie zrobiliśmy bolą bardziej niż porażki.

To cholerne swędzenie

Zdarza nam się wstydzić tego co zrobiliśmy,  zdarza się, że głupio spojrzeć komuś w oczy, zdarza się wreszcie przegrywać, upadać, żałować dokonanego wyboru. Jednak żadnego, absolutnie żadnego, z tych stanów ducha, nie da się porównać do uczucia jakie ogarnia człowieka, gdy żałuje, że czegoś nie zrobił. A jeśli do tego okazuje się, że jakkolwiek by się nie kombinowało, to jednak trudno pozbyć się przekonania, że nie zdecydowało się na coś głównie z powodu strachu, to, delikatnie mówiąc, mamy przechlapane.

Wiele z takich sytuacji udaje się szybko zapomnieć, ale są takie, które, niczym swędząca skóra po ugryzieniu komara, choćbyśmy nie wiem jak starali się o tym nie myśleć, co chwilę dają o sobie znać.

Niektóre rzeczy możemy zrobić następnym razem, innych już nigdy nie będziemy mieli okazji. To one „swędzą” najbardziej.

Sprawa może być drobna, ale liczy się decyzja i motywy, które za nią stały.  Jak się nie robi czegoś ze strachu przed nieznanym, porażką czy wyśmianiem, a w dodatku rzecz ma miejsce przy pełnej świadomości, to… nie zazdroszczę.

Dlaczego? Bo znam to uczucie.

Chwilę… czy jako ktoś piszący o rozwoju osobistym nie powinienem mieć wszystkiego rozpracowanego i zamiast rozpisywać się tu o swoich porażkach, kreować wizerunek człowieka, który ma wyraźne podstawy, żeby radzić innym co, jak, i gdzie?

Z biznesowego punktu widzenia pewnie  to taki strzał w stopę (a może w kolano? Nie brzmi lepiej ?). Ale ten blog – na szczęście- to nie przedsięwzięcie biznesowe, a i budowanie domku z kart większego sensu nie ma.

Wolę solidne podstawy.

—–

Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować tego czego się nie zrobiło.

Tak mówią. Brzmi jak truizm, ale w pewnych momentach nabiera namacalnego wręcz znaczenia – swędzi, drąży, czasem nawet nie daje spać.

A gdyby tak cofnąć czas? Nie, to nie ta bajka. Nie ma wyjścia – trzeba przestać oglądać się za siebie i do przodu. Ale gdyby tak…

Lekcja do nauczenia

Na szczęście nawet z najgorszej sytuacji da się coś dobrego wyciągnąć. Przy każdej takiej „drodze, w którą nie wyruszyliśmy” jest ta sama lekcja do nauczenia; jakże oczywista.

Następnym razem nie ma co się zastanawiać, bo  jak się przydarza okazja do wychylenia się ze swojej strefy komfortu, to jest to zawsze rzecz niezwykle dobra i pożyteczna.

Chyba tak już mamy, że kilka takich „ścieżek” musi się nam przydarzyć, żebyśmy doszli do wniosku, że asekuracyjne podejście do życia nam się zwyczajnie nie opłaca.

Jak to ktoś mądrze powiedział:

Wszystko czego w życiu naprawdę pragniesz, jest poza twoją strefą komfortu.

A jak się już nam przydarzy „ścieżka, na którą nie weszliśmy” i okazję taką zmarnujemy to polecam wziąć długopis do ręki i pisać; nie myśleć zbyt wiele, nie poprawiać – po prostu pisać. Pomaga, ale – jak wiemy – znacznie lepiej zapobiegać niż leczyć.

Drogi, w które nie wyruszyłeś/aś?

Miniblog na

9 komentarzy

  • If you don’t shoot, you always miss.

    Jakże prawdziwe.

    Bardzo podoba mi się ostatni cytat :) Jest świetny.

    Masa osób często powtarza: eeehhh, gdyby tak cofnąć czas o kilka lat, zupełnie inaczej bym przeżył te lata, żył bym pełnią każdej chwili, każdego momentu, dawał z siebie wszystko dla ludzi, którzy byli przy mnie, codziennie rozwijał i nie zmarnował ani minuty.

    Jak to powiedział kiedyś znany filozof: „terefere bulshit”.

    Ale to i tak nie ma znaczenia. Jesteśmy tylko tam gdzie stoimy. Możemy iść tylko do przodu. Zastanawiając się jak przeżylibyśmy inaczej nasze ostatnie kilka lat marnujemy najcenniejsze co mamy – naszą teraźniejszość.

    „This is your life, and it’s ending one minute at a time.”

    Jedyne co możemy zrobić to w pełni zaakceptować przeszłość. Jeżeli komuś z trudem przychodzi akceptacja, to niech powie sobie „fuck it, jest tu i teraz i od TERAZ będę żył pełnią”.

    I tyle.

    Na akceptację przyjdzie też właściwy czas.

    Co do biznesowego strzału w nogę :)

    Mateuszu, myślę, że biznesowym strzałem w stopę byłby brak spójności, to zawsze wyjdzie.

    Spójność wyłącznie buduje Twoją wartość i autorytet.

    Pozdrawiam serdecznie
    Rafał Cupiał

    PS.
    Świetny pomysł na artykuł!

    • Rafał, to chyba najdłuższy komentarz na tym blogu – dzięki serdeczne.

      Rzeczywiście, możemy iść tylko do przodu, ale to też wymaga wyrobienia w sobie pewnej umiejętności. Mam wrażenie, że ci, którzy jeszcze jej nie mają, bardzo łatwo zafiksowują się (jest takie słowo!?) na jakiejś sytuacji i nie potrafią odpuścić. To jest też kwestia świadomości i do tego się dochodzi.

      PS. Spójność ponad wszystko.
      Pzdr

  • W życiu dróg wiele jest, jednak którą wybrać, gdzie iść? Tego na starcie nie wiemy. Jak to się mówi, „Pan Bóg map nie rozdaje”. Nie można być jednocześnie w dwóch miejscach jednocześnie, bynajmniej ja takiej umiejętności nie posiadłam. Trzeba wybierać – wybrać jedną z nieskończonej ilości ścieżek. Nigdy nie będziemy wiedzieć, czy to „ta”, dopóki na nią nie wejdziemy. Zawsze też istnieje coś na kształt kosztu utraconych możliwości. Coś straciliśmy, coś zyskaliśmy. Oczywiście, czasem wydaje nam się, że więcej tam zła niż dobra. Czasem to może być prawda, smutna prawda. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że nikt nam nie zabroni zmiany kursu swojego życia. Zrobić trzy kroki do tyłu, aby potem znowu wyruszyć w drogę. Ostatnio gdzieś przeczytałam takie słowa „Przeszłość może być brudna, ale przyszłość jest nieskazitelnie czysta”. Tworzyć czystą przyszłość – do tego dążę, Ty zapewne też. Świadomie lawirować w labiryncie życia…
    Pozdrawiam,
    Wasp

    • Posted on Do you people have a foebcoak fan page? I looked for one on twitter but could not discover one, I would really like to become a fan!

    • This "conversation among progressive Jews" seems to be well-intentioned but it sounds strange to me.It's like 'progressive Germans' came together to discuss the Holocaust as an internal German matter. Weren't that laughable?

  • Olgo, cenną rzecz rzekłaś, zwłaszcza, że zabrakło we wpisie kwestii wyboru.

    Zdaję sobie sprawę, że tekst dosyć mocno zawęziłem do sytuacji, w której rezygnujemy z czegoś na rzecz bezpieczeństwa i komfortu. Mam wrażenie, że bardzo rzadko to bywa dobry wybór. Co więcej, takie wybory długo się pamięta i najczęściej to ich się bardzo żałuje.

    Podoba mi się, to co powiedziałaś o „krokach w tył”. Tak to po prostu działa – trzeba się cofnąć jeden krok, żeby zrobić dwa do przodu – zupełnie jak trend na wykresie giełdowym ;)

    Dzięki !

  • :))) to tylko pewien paradoks:)) wewnętrzny błąd logiczny umysłu:))) żal zawsze dotyczy przeszłości:)) straty, straconej szansy możliwości, wyboru itd itp… lęk zawsze dotyczy przyszłości… brak odwagi, strefa komfortu, zbyt duże ryzyko, co inni powiedzą itd… w ostatecznym rozrachunku to tylko dwie strony tego samego medalu:))) i na tym polega ów paradoks umysłu:)) z punktu widzenia „tu i teraz” dokonuje się projekcji obawy umiejscowionej w przyszłości… kiedy punkt „tu i teraz” zmienia się, zmienia się także perspektywa, tym samym obawa z przyszłości staje się żalem z przeszłości:))) i to jest ów paradoks umysłu, który nie będąc „tu i teraz” zostaje zamknięty pomiędzy przyszłością obawy a przeszłością żalu:))

  • Nie wyruszyłem w drogę ratowania księżniczki. Swędzi cholernie. Tak jak piszesz – co chwilę daje o sobie znać.

    Zgadzam się – pisanie pomaga. Niestety nie da się pisać 24h na dobę, w końcu trzeba się z tym zmierzyć.

    Mam wrażenie, że trafiłem na Twój wpis dokładnie w momencie, w którym powinienem na niego trafić. Przypadek? Nie potrafię w to uwierzyć. Tak jakby wszystko było gdzieś zapisane, miało swój sens i było ze sobą wzajemnie powiązane. Jakby cały wszechświat był jednością. Brzmi kosmicznie, ale jak dla mnie – prawdziwie.

    Dzięki. Trzymaj się.

  • Jakub, z księżniczkami to już tak różnie bywa ;) Na szczęście nie zanosi się na jakiś ich deficyt w najbliższym czasie więc jest tyle do odkrycia i nauczenia się, że nie ma sensu zbyt długo rozpamiętywać. Pisałem to już na Twoim blogu i powtórzę: nie ma innej opcji jak zmierzyć się z tą sytuacją, wyciągnąć wnioski i do przodu. Musi być z tego coś dobrego.

    Trzymam kciuki !
    Pzdr

Skomentuj

Witaj na 10 Ścieżek

Cześć !
Z tej strony Mateusz. Dobrze, że tu jesteś i mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie. Ale uwaga... czytasz na własną odpowiedzialność, gdyż autor całkowicie się od niej uchyla. Ale skoro już tu jesteś... zaglądnij na podstronę zacznij tutaj.

Teksty prosto z pieca

Socjalizujemy się